Baby shower w wersji DIY. Będą bliźniaki!

Walentynki, Halloween, a teraz Baby shower. Można oczywiście próbować zawrócić Wisłę kijem i stawać okoniem, bo to amerykańskie obce zwyczaje. A my tu mamy przecież Noc Kupały, Dziady i pępkowe!

Można jednak przyjąć te nowe święta, jako kolejny powód do zabawy, odrobiny rozrywki i co najważniejsze, spędzenia czasu z najbliższymi. A baby shower (chyba czas wymyślić jakąś polską nazwę może „dzieciece pluskanko” :) ) to idealna okazja by przyszła mama mogła poczuć się naprawdę główną bohaterką imprezy.

Jak zrobić baby shower?

Nazwa pochodzi od angielskiego słowa „showering” i oznacza zalewanie przyszłej mamy potokiem miłości i prezentów dla jej dziecka. Kobiety z najbliższego otoczenia organizują przyjęcie, w którym w roli głównej jest właśnie przyszła mama. I to wokół niej i wokół dziecka kręci się całe wydarzenie.

 

„Baby shower” narodziło się w krajach anglosaskich przeszło dwieście lat temu. Początkowo było to jedynie kameralne spotkanie pań przy herbatce, podczas którego mama dostawała praktyczne prezenty dla dziecka. Dziś to wciąż okazja do spotkania w babskim gronie ale jak to bywa ze świętami znacznie rozbudowała się cała otoczka. Skromna herbata i ciasteczka to za mało. I podobnie jak z innymi świętami, tak i tu można dać się łatwo zwariować i zamiast urządzić przyjemne spotkanie skończymy na wielkim, wypasionym przyjęciu. Takim z wielkim koszem (a przepraszam z „kołyską”) na prezenty równie urocze jak pompka do mleka.

Szczególnie, że baby shower zrobiło się ostatnio i u nas bardzo popularne, więc w sklepach jest już niezły wypas balonów, ozdób, girland. Z dziecięcymi motywami, z tłustymi niemowlakami, małymi słodkimi stópkami, butelkami mleka, pielszukami i z obowiązkowymi okrzykami: „It’a boy!”, „It’s a girl”. A wszystko tradycyjnie w przesłodzonym różu i niebieskości. Aż się może odbić i z lekka ulać ;-).

Stylowe babyshower

Gdy okazało się, że Alicja jest w ciąży, to po prostu musiałyśmy jej zorganizowac takie przyjęcie. Od razu jednak wiedziałyśmy: żadnego banalnego kiczu, żadnych list prezentów, zero sztucznych, choćby i najpiękniejszych słodyczy. Zamiast tego postanowiłyśmy, ile się da, zrobić własnoręcznie, bo wiadomo, że prezenty w wersji „Zrób to Sam” cieszą najbardziej.

Zamiast nudnych słodko-pierdzących motywów postawiłyśmy na to, co Alicji i jej dzieciom w tym momencie jest najbliższe. Całą rodziną właśnie zamieszkali w nowym domu za miastem, pełnym roślinności, blisko lasów. Więc i przyjęciu postanowiłyśmy nadac taki klimat: jesienno-leśno-majsterkowy.

Nieocenioną pomoca okazały się być piękne dzieciece ozdoby od Julki, która do niedawna dzieliła z nami pracownię i zostawiła nam pięknie uszyte proporczyki i girlandy od LofLov. Z dokładnie oszlifowanych i zaolejowanych plastrów drewna wyszły urocze podstawki pod ciasta. A malutkie plasterki, pocięte z gałęzi, szyszek, orzechy, czekoladowe narzędzia i mech dopełniły wystroju.

Poszłyśmy trochę na łatwiznę i kupiłyśmy gotowy złoty napis „Baby shower” (skradł nam serce piękny wykrój literek) oraz wielką pakę zielonych, złotych i białych blonów napompowanych helem. Bez wielkich wydatków i nadmiaru ozdób, za to klimatycznie.


W takim samym klimacie utrzymałyśmy jedzenie, które postanowiłyśmy oczywiście też same ogarnąć. Na Baby Shower po prostu musi być słodko! I tak było. A skoro leśne klimaty, to wyczarowałyśmy tort „leśny mech” i babeczki z leśnymi owocami.

Alicja jest fanką PRL-owskiego przysmaku, czyli bloku czekoladowego więc musiał się znaleźć na stole. Ale największą furorę zrobiły inne słodycze z naszego dzieciństwa: ciasteczka orzeszki z orzechowo-waniliową masą.

Do tego jeszcze trochę zdrowych przekąsek, o które zadbała sama przyszła mama (którz lepiej niż ona teraz potrafi przypilnować odpowiednich posiłków): pasty z buraków i z białej fasoli, suszone owoce, świeże wrzywa i okazało się, że w jeden dzień można machnąć przyjęcie niemal jak u Marthy Steward!

Będą bliźniaki!

I nie potrzebne były ani jakieś wymyśle „zabawy” imprezowe, ani listy prezentów. Kilka fajnych kobitek, kawa, trochę cydru (niestety, nie dla Alicji), nasza książkowa rama, która posłużyła za fotobutkę (TUTAJ pokazujemy, jak zrobić stojącą fotobudkę) i to najzupełniej wystarczyło by gadać, śmiać się, objadać, jeszcze więcej śmiać się i znowu objadać. I, by Alicja poczuła, że może liczyć na nasze wsparcie, bo czeka ją wielkie wyzwanie: blliźniaki! A do tego rozbrykany dwulatek i jeszcze nowy dom do ogarnięcia. Obok rodziny ma jednak wokół siebie pełno fantstycznych kobiet, które zawsze będą dla niej wsparciem.

A teraz na koniec najlepsze, czyli czas wreszcie zdradzić: chłopiec czy dziewczynka?

Najlepiej, jak może być, czyli i chłopak i dziewczyna! Pełen pakiecik! Jesienny jeżyk i mała wiewióreczka. I dlatego właśnie dla Alicji do nowego pokoju dla bliźniaków zrobiłyśmy takie małe, prezenty od serca. Drewniane, lekko ozłocone wieszaki właśnie w kształcie jeżyka i wiewiórki. Wystarczyła gruba sklejka, wyrzynarka, trochę papieru ściernego, złoty wosk i małe zawieszki tzw. pajączki.

Jeżeli macie w pobliżu przyszłe mamy to serdecznie polecamy Wam taką imprezę w babskim towarzystwie. I naprawdę nie potrzeba do tego wielkich wydatków, wystarczy odrobina wyobraźni.

Wasze M.

 

0 Udostępnij