Zróbmy sobie remont: Przedpokój i farba do wszystkiego

Remont u Gochy w toku. Pisałyśmy Wam o tym przedsięwzięciu tydzień temu. Gośka, to moja (pisze to Basia) przyjaciółka ze studiów, która niedawno kupiła swoje pierwsze mieszkanie – kawalerkę w kamienicy na warszawskim Grochowie. Zamierzamy ją wyremontować w stylu mid-century modern. TUTAJ znajdziecie więcej inspiracji i zdjęć.

Na razie ekipa zdążyła skuć wielkie pawlacze i zerwać stare podłogi oraz pomalować ściany. Z kuchni, którą zamieniamy w przytulną sypialnię zniknęły wszystkie szafki, rury i przyłącza. Powstał też wstępny plan aneksu kuchennego w dużym pokoju, na niewielkim odcinku położone zostały już płytki w czarno-biały wzór. Decyzję o tym, czy szafki oraz blat zrobić czarne, nadal odwlekamy.

Ani w łazience, gdzie było trochę kucia  – trzeba było przesunąć drzwi, ani w innym pomieszczeniu, nie udało się odsłonić cegieł. Szkoda, ale fachowcy stwierdzili, że cegły  w tym staruszku są zbyt kruche, aby pozwolić sobie na ich wyeksponowanie, bez zabezpieczenia powierzchni tynkiem. Może nie chciało im się kuć? Cholera wie, nie chciałyśmy się upierać.

Farba do wszystkiego?

Oczywiście najwięcej dyskusji na tym etapie toczyłyśmy na temat kolorów. Biel zimna, biel ciepła, ecru, a może szarość? Gośka chciała jasno, elegancko, ja upierałam się, że warto postawić na mocniejszy akcent. Ostatecznie wybrałyśmy jasną szarość w salonie oraz w przedpokoju i biel w sypialni. Tam jednak zaszalałyśmy, bo pomalowałyśmy sufit na zielono. Wygląda świetnie! Mieszkanie Gosi jest wysokie na 3 metry, tak więc na ciemny sufit, który optycznie zmniejsza wysokość pomieszczenia, mogłyśmy sobie pozwolić. Ale to zasługa także butelkowego, ciemnozielonego koloru (NCS S 5540-G10Y).

O ile zieleń zamówiłyśmy w sklepie z farbami – tak ciemnego koloru nie sposób samemu zmontować, to szarość juz była naszym „wyrobem”. Do bazy, jaką była biała, matowa farba Easy White, którą podesłała nam do testów firma V33, dodałyśmy czarnego barwnika. Nie pytajcie ile, bo całość robiłyśmy „na oko”.

Easy White testowałyśmy z resztą nie tylko na sufitach i ścianach. Producent twierdzi, że farbą można malować wszystko. Serio! Od grzejników, boazerii, po rury i ramy okienne, w sumie ponad 20 różnego rodzaju powierzchni we wnętrzach. Całkiem fajne rozwiązanie, szczególnie dla właścicieli mieszkań w starym budownictwie gdzie co i rusz wystaje jakaś rura, a to stary żeliwny kaloryfer czy inne skrzynki i skrzyneczki. Wiadomo inżynierowie z tamtych lat mało przejmowali się estetyką takich elementów. Dzięki Easy White nam też co najmniej jeden problem odpadł: jak dobrać odcień bieli do wszystkich elementów pomieszczenia, tak żeby nie było kolorystycznego galimatiasu. Wierzcie mi biały kolor nie jest wcale taki łatwy w obsłudze.

U Gośki w mieszkaniu takim problematycznym elementem były drzwi wejściowe. Solidne, metalowe w sztucznej okleinie, która kiedyś była chyba biała, ale pożółkła ze starości. Gośka nie chciała ich wymieniać. Dwa tysiące złotych piechotą nie chodzi. Zapadła więc decyzja – malujemy! Ściany oczywiście po wcześniejszym tynkowaniu były zagruntowane, więc tu nie było problemu. Natomiast drzwi najpierw trzeba było porządnie oczyścić z  pyłu i kurzu. Kolejnym etapem było odtłuszczanie, ponieważ była to okleina i metalowe framugi tu użyłyśmy do tego zwykłej wody z płynem do naczyń. Jeśli chcielibyście tą farbą malować np. drewno  polecamy albo specjalne środki do odtłuszczania, albo przynajmniej wodę z octem.

Farba rzeczywiście ma dobrą przyczepność, nie ślizga się po powierzchni. Ale dla dobrego krycia, żeby nie było widać smug, trzeba była położyć dwie, a miejscami trzy warstwy. Na szczęście farba schnie szybko, więc z malowaniem uwinęłyśmy się w kilka godzin. Drzwi wyglądają prawie jak nowe. Gośka nie dowierzała, planowała pomalować je jeszcze dla pewności lakierem bezbarwnym, ale okazało się, że nie ma takiej konieczności. Powierzchnię bez problemu można szorować na mokro.

W przedpokoju, tuż obok drzwi położone zostały płytki – ten sam model, który jest w aneksie kuchennym. To za małe mieszkanie, by pozwalać sobie na miszmasz kolorów i wzorów. Zniknęło lustro i pawlacze, została zabudowa. W najbliższej przyszłości brzydkie aluminiowe uchwyty zastąpią skórzane, nie zdążyłyśmy tego zrobić przed sesją.

W przedpokoju stanęły najprostsze białe szafki na buty z Ikei oraz stojące, duże lustro w czarnej ramie. Sprezentowałyśmy też Gośce puf, który Sylwia zrobiła na warsztatach z Meblove Kreacje. Na ścianie zawisły wieszaki DIY składające się z plastrów drewna i „kolorowych pajączków”. Zwierzaki oczywiście ręcznie malowane :-)

Na ścinach zawisły minimalistyczne fotografie i obrazy. Ale o tym, jak stworzyć taką galerię obrazów na ścianie napiszemy Wam w kolejnym poście.

I jak wyszło? Prawda, że drzwi prezentują się świetnie!?

Wasze M.

 

0 Udostępnij