Pierścionki z rąk, czyli BHP na warsztatach z Majsterkami

Na początku nie było łatwo. Gdy chwaliłyśmy się znajomym pierwszymi majsterkowymi projektami, zanim jeszcze powstał blog i pracownia, gdy z podjarką w oczach pokazywałyśmy pierwsze własne elektronarzędzia, to często obok zdziwienia połączonego z podziwem pojawiał się na ich twarzach pobłażliwy uśmiech i sypały się protekcjonalne rady: „Dziewczyny, uważajcie, krzywdy sobie nie zróbcie!”  W domyśle – odbiło Wam, nie znacie się, igracie z zabawkami zaprojektowanymi dla mężczyzn, a nie dla panienek w sukienkach. I słyszałyśmy to od przedstawicieli obu płci, nie tylko od facetów. 

Dziś takie komentarze spływają po nas jak po kaczkach. Mamy własną pracownię, przez którą w ciągu dwóch lat przewinęło się przeszło 300 osób na warsztatach i magazynek pełen elektrozabawek, na widok których niejednego zawistnika skręciłoby z zazdrości. Od czterech lat wióry lecą, silniki wyrzynarek pracują pełną parą, a my palce mamy całe ;-) Owszem, zdarzały się małe fakapy. Siniaki, otarcia, drzazga w palcu, ale nigdy nie zraniłyśmy się na poważnie. I oby tak pozostało!

Różnie to bywało w przeszłości, ale wraz z nabieraniem doświadczenia staramy się coraz bardziej restrykcyjnie przestrzegać BHP.  Może nie są to takie klasyczne reguły, jakich trzymają się profesjonalni rzemieślnicy czy stolarze. Ale mamy swój zestaw żelaznych reguł, które staramy się przekazywać każdemu, kto trafia do naszej pracowni.

Po pierwsze: ochrona dłoni

W pracowni najczęściej zajmujemy się drewnem – oczyszczamy je, szlifujemy, piłujemy, zabezpieczamy. W większości tych prac niezbędne są rękawice ochronne. Nawet zwykłe „wampirki” – czyli miękkie materiałowe rękawice ochronne z charakterystyczną lateksową powłoką na wewnętrznej stronie dłoni – dają radę.

Nie są drogie, a sprawdzą się świetnie zarówno podczas szlifowania, cięcia (chronią przed drzazgami), jak i oczyszczania drewna. Z uwagi na swój uniwersalny charakter są najchętniej używanymi rękawicami w pracowni.  Minus jest taki, że zwłaszcza przy żmudnych pracach – jak szlifowanie dużych powierzchni papierem ściernym, szybko się niszczą.

Trzeba też pamiętać, że takie rękawice nie chronią dłoni w 100 proc. Wierzchnia ich część jest „przemakalna”, więc gdy chcecie być pewni, że ręce nie zabarwią się ciemną bejcą, to wybierzcie rękawice lateksowe. Najlepsze są te chirurgiczne, bo przylegają do dłoni. Niestety po dłuższym czasie ręce się w nich pocą.

Dużych, grubych, lateksowych rękawic, które w domu wyciągamy na okoliczność dezynfekcji łazienki, w pracowni używamy, gdy w ruch idzie żrący płyn do usuwania starych powłok. Mamy taki specyfik, kupiony w zaprzyjaźnionej stolarni. Budzi respekt, bo ma wyrysowaną trupią czachę na etykiecie. I nawet mała jego ilość powoduje poparzenia. Bez rękawic nie podchodź.

Nie wdychaj pyłu i innych oparów

To jest najbardziej kontrowersyjny gadżet, do którego wciąż nie do końca możemy się przekonać. Maska ochronna. Być może to dlatego, że nadal nie znalazłyśmy takiej, która spełniłaby nasze oczekiwania. Te najtańsze są zwyczajnie niewygodne, ciężko się w nich oddycha, no i nie można gadać… ;-)

Ich działanie też pozostawia wiele do życzenia. Gdy w grę wchodzi szlifowanie małego mebelka, gdzie kurzu i pyłu nie będzie dużo, można sobie taką maskę przeciwpyłową darować. Albo założyć lekką maskę chirurgiczną – kupicie ją w każdej aptece. 

Ale gdy w ruch idzie szlifiera kątowa –  zwłaszcza taka, która nie ma możliwości podłączenia do odkurzacza i odprowadzania pyłu, gdy planujecie malować dużą powierzchnię sprejem, albo drewno szczotkować –  wtedy trzeba się uzbroić w lepszy model. Na dłuższą metę warto zainwestować w sprzęt wielorazowego użytku, ale z wymiennymi filtrami. Zwłaszcza, jeśli zabieracie się za obróbkę twardego drewna, typu dąb i buk, bo one generują rakotwórczy pył. Kupując maskę zwróćcie koniecznie uwagę na oznaczenia dotyczące filtrów. Klasa P1 – to sprzęt do ochrony przed cząstkami o niskiej toksyczności  – aerozolami ciekłymi, czy pyłem powstałym przy szlifowaniu miękkiego drewna (świerk, sosna). Klasa P2 ma wyższą zdolność filtracyjną ( 94%) i chroni przed średniotoksycznymi aerozolami. Najwyższa klasa, P3 chroni przed bardzo toksycznymi substancjami i jest zalecana przy szlifowaniu twardego drewna.

Oczy są najważniejsze

Długo szukałyśmy okularów, które po pierwsze byłyby wygodne, a po drugie zgrabne (wiemy, wiemy, każda kobieta jednak bywa próżna). W goglach wyglądamy jak kosmitki. Może i są bezpieczne, duże i tanie, ale zasłaniają pół twarzy, szybko się rysują i … parują, więc po chwili od ich nałożenia widzisz tyle co kot napłakał. Nie wspomnę też o rozmiarze, który projektowano chyba dla słonia.

 

Dużo lepszym rozwiązaniem są okulary o płynnym kształcie, dopasowane do twarzy i lekkie. Idealny model dostałyśmy od naszego ulubieńca z braci blogerskiej – Papytimbera.

Fartuch musi być

To jest temat rzeka. Bo wiadomo, fartuch w pracowni musi być! Z kieszeniami na różne wihajstry, dobry gatunkowo, o odpowiedniej długości (my lubimy takie za kolana, bo nie raz uchroniły nam spodnie przed niezmywalną plamą). Ale dobry fartuch musi być też ładny (znów ta kobieca próżność). Korzystamy na co dzień z fartuchów zaprojektowanych przez Gosię Budzich i sprawdzają się w pracy idealnie. 

Fartuch rzemieślniczy dla majsterkowiczki

A co pod fartuch?  Wiadomo – ma być wygodnie – legginsy, koszulki, bawełniane bluzy. Najlepiej z krótkim albo rękawem 3/4 (długi rękaw może się wkręcić w maszynę) i bez troczków wiszących u szyi. Tu ważna jest wygoda i komfort termiczny więc warto zadbać o to, aby ubrania były przewiewne i odprowadzały pot. Dzięki temu po jednym szlifowaniu nie grożą nam kolejne 2 tygodnie pod pierzyną z wysoką gorączką. 

Biżuterię schowaj do kieszeni

W związku z tym, że uczestniczkami naszych warsztatów są przede wszystkim dziewczyny, zawsze zwracamy uwagę na to, aby w czasie zajęć nie miały na rękach dużych pierścionków, wiszących łańcuszków albo bransoletek z wisiorami. Ważne jest też upięcie włosów, choć wstyd się przyznać  o tym same często nie pamiętamy.

Apteczka

Mamy dwie w pracowni – samochodowe, bo mają standardową zawartość. O tym, co powinno znaleźć się w domowej apteczce, poza standardowym wyposażeniem, przeczytacie TUTAJ.

W naszym zestawie oprócz opatrunków, gazików i bandaża znajduje się preparat do odkażania ran. I bynajmniej nie jest to stosowana powszechnie przez naszych rodziców czy babcie woda utleniona. Woda niszczy bowiem erytrocyty (składniki krwi), więc jej działanie może opóźnić proces gojenia się ran. Eksperci zalecają zamiast wody utlenionej nowoczesne środki dezynfekujące w spreju, np. zawierające oktenidynę albo preparaty zawierające jod. Te ostatnie mają szerokie zastosowanie, ale barwią skórę na żółto i mają ograniczony czas stosowania. 

Parę razy zdarzyło nam się skaleczyć albo zadrapać w pracowni, wiemy że zawsze w takiej sytuacji trzeba wykonać trzy kroki. Najpierw taką ranę trzeba przemyć, potem zdezynfekować (specjalnym preparatem, albo zwykłą wodą, gdy nie mamy nic pod ręką), a na końcu założyć opatrunek, który ochroni ją przed ponownym zanieczyszczeniem. 

Gdy pracujemy z drewnem, albo z preparatami do jego zabezpieczania ważne jest, by z rany usunąć zarówno zanieczyszczenia fizyczne (drzazgi, pył), chemiczne (substancje, płyny, żele) i biologiczne (bakterie, grzyby i wirusy). W tym celu najlepiej sięgnąć po antyseptyk, np octenisept który stosuje się nie do przemywania rany, dodatkowo spełnia on funkcje zabezpieczenia przed zakażeniem, więc warto go stosować podczas zmiany opatrunków.  

A czym taką ranę zabezpieczyć, jaki opatrunek wybrać? Gdy mamy do czynienia z niewielkim otarciem, to oczywiście wystarczy zwykły plaster i gaza. Ale opatrunki tradycyjne jak się okazuje, wcale nie wspierają procesu gojenia rany i w niewielkim stopniu wchłaniają wysięk. Poza tym mogą prowadzić do mechanicznego uszkodzenia nowopowstałej tkanki. Na dłuższą metę lepiej sprawdzą się opatrunki w żelu albo hydrokoloidowe. Więcej o rodzajach opatrunków i w ogóle o tym, jak postępować w przypadku skaleczeń, oparzeń czy ran przeczytajcie na portalu zagojeni.pl.

Pomocniki

Wierzcie nam, wielu nieszczęść udało nam się uniknąć dzięki narzędziom „pomocnikom”. Najważniejszym (i największym ;-) ) z nich jest nasz piękny, drewniany stół stolarski – ozdoba pracowni. Imadła i ściski stolarskie pozwalają unieruchomić cięty, szlifowany czy frezowany przedmiot, dzięki czemu wszystko idzie gładko, nie odpada, nie lata, nie wystrzela w powietrze..

Oszczędzimy Wam powieści z czasów majsterkowania w mieszkaniu, cięcia piłą na balkonie i latających w powietrzu kawałków drewna, które lądowały nam na głowie. To była amatorszczyzna i nie chcemy do niej wracać. Ale nawet jeśli pracujecie w garażu, w ogrodzie czy w piwnicy – to możecie zbudować bezpieczny “przenośny” warsztat . Składany stół stolarski, parę ścisków i gotowe. 

Rób z głową

Majsterkowanie odstresowuje, daje mega pozytywnego kopa… ale trzeba zawsze pamiętać, żeby zabrać ze sobą na warsztat… własną głowę.  Najwięcej wypadków przy pracy zdarza się w momencie, gdy przestajemy myśleć, a tu trzeba się naprawdę skupić na wykonywanej czynności. Owszem relacje na żywo w kolejnych social mediach są możliwe, ale radzimy nie robić tego samemu podczas cięcia wyrzynarką czy wiercenia dziur w ścianie. No chyba, że chcecie wzbudzić sensację nie mniejszą niż słynny występ iluzjonisty w telewizji śniadaniowej i jego gwóźdź programu. 

W związku z tym, że pracownia działa dorywczo, nie pracujemy tu 8h dziennie przez cały tydzień, to odpada nam sporo reguł BHP, jakie obowiązują w profesjonalnych stolarniach czy warsztatach. U nas nie ma notorycznego hałasu, więc nie inwestujemy w słuchawki ochronne. Pamiętamy o odłączaniu elektronarzędzi od prądu, dokręcaniu końcówek, rączek i innych „luźnych” elementów. Chowaniu narzędzi na miejsce zaraz po skończonej pracy. To są podstawy, których zawsze warto się trzymać bo przecież ciało mamy tylko jedno. 

 


Szukasz wyjątkowego prezentu pod choinkę? A może masz wśród bliskich fana majsterkowania oraz mebli z duszą i chcesz mu zrobić niespodziankę na urodziny? Nie znajdziesz nic lepszego na prezent niż voucher na nasze warsztaty z odnawiania mebli! TUTAJ znajdziesz wszystkie szczegóły. W dniach 23-26 listopad trwa promocja z okazji #blackfriday. Pisz do nas na [email protected]

Wpis powstał przy współpracy z serwisem Zagojeni.pl

0 Udostępnij