Pomaluj płytki, zmień blat i uchwyty. Metamorfoza aneksu kuchennego

Koniec pandemii to koniec remontów? Rzutem na taśmę udało się jeszcze zrobić szybką metamorfozę kuchni w mieszkaniu Majsterki. 

Pierwsza dawka szczepionki zaliczona! Dawno nic tak nie poprawiło nam humoru, jak widok igły i ból przedramienia (sic!). W końcu można było krzyknąć: „Uważaj, nie w szczepionkę!” 😉 Dzięki szczepieniom pojawiło się jasne światełko w tym pandemicznym tunelu. Wygląda na to, że zbliżamy się do zakończenia koszmaru.

Nie będziemy się rozwodzić nad tym, jakie majsterkowe plany pokrzyżował nam koronawirus. Na pewno wzmożył pracę w naszych własnych mieszkaniach. Pokażemy Wam jeszcze jeden remoncik, który – gdyby nie lockdown – pewnie długo by się nie wydarzył. W końcu szewc bez butów chodzi. Ale dni spędzone we własnych czterech ścianach, brak warsztatów, wyjazdów, spotkań z ludźmi i ręcznych robótek w gronie przyjaciół okazały się najlepszą motywacją. Po sypialni, którą odmalowałyśmy na początku ubiegłego roku, salonie, który w końcu przestał straszyć rozwaloną ścianą, zabrałyśmy się za kuchnię w mieszkaniu Basi. 

Królestwo za zmywarkę

Choć kuchnia to chyba zbyt duże słowo – raczej niewielki aneks kuchenny, zrobiony w pośpiechu przed 10 laty.

Podstawowe mankamenty tego aneksu?

  • za mało powierzchni roboczej,
  • zbyt ciemne płytki,
  • nietrafione uchwyty,
  • brak zmywarki!

Ile to razy rzucałam mięsem, gdy trzeba było uprzątnąć zlew pełen brudnych garów. „Po co ci była taka wielka lodówka?” – pytałam sama siebie. Albo: „Trzeba było zrezygnować z kuchenki, i tak niewielki z niej pożytek, bo wolisz jeść na mieście”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że można kupić zestaw zintegrowany – kuchenkę, ze zmywarką w jednym „słupku”. To byłoby idealne rozwiązanie w takiej niewielkiej kuchni. Teraz szkoda było mi wyrzucać sprawną kuchenkę. Ale jedno wiedziałam na pewno. Zmywarka musi być i basta!

Lodówka do kąta

Problem numer dwa to lodówka. Stara po sześciu latach odmówiła współpracy – ciężka obudowa i kiepskie zawiasy tak bardzo obciążyły drzwi, że sprzętu nie udało się odratować. Każdemu, kto właśnie projektuje kuchnię stanowczo odradzam lodówkę w zabudowie, lepiej kupić mebel wolnostojący. Sama musiałam w pośpiechu kupować nowy sprzęt w miejsce zabudowanej lodówki. Stała bidulka w starej szafce, której nie chciało mi się rozmontować i  długo czekała na to, aż zrodzi się sensowny pomysł, jak to wszystko ustawić. I doczekała się! Ale po kolei.

Kuchnia ma kształt litery „L”, lodówka była na krańcu krótszego ramienia. Do zlewu wciśniętego w róg miałam utrudniony dostęp, a cały aneks trzeba było doświetlać, bo lodówka blokowała dostęp światła z okna balkonowego.

Przeniosłam ją więc do…. salonu. Teraz stoi tuż obok szafy szafy wnękowej, symbolicznie oddzielając przestrzeń kuchenno-jadalną ze stołem i komodą od części wypoczynkowej z kanapą. Docelowo, chciałabym, żeby miejsce obecnej zajęła lodówka retro, najlepiej w jakimś szalonym kolorze. Ale najpierw chciałabym oddać w dobre ręce obecny sprzęt. Nie chcę wyrzucać działających urządzeń, tylko dlatego, że nie pasują mi do koncepcji. Kto nas zna, ten wie, że wyznajemy zasadę: „Nie wyrzucaj – naprawiaj, przemaluj, udekoruj, albo znajdź nowego właściciela”. Dość już w swoim życiu naprodukowaliśmy śmieci.

Jeśli znacie kogoś, komu całkiem sprawna, zgrabna niespełna trzyletnia lodówka może się przyadać – piszcie do nas na Facebooku, albo na maila [email protected]

Płytki w nowej odsłonie

Problem ciemnego aneksu pogłębiały ciemnofioletowe, matowe płytki. Wiedziałam jednak, że na zbijanie glazury nie mam siły. Ten remont miał się zamknąć w jeden weekend. Z wymianą glazury na pewno by się to nie udało. Dlatego płytki pomalowałam specjalistyczną farbą. O rodzajach takich farb piszemy TUTAJ, a porady dotyczące tego, jak malować płytki, znajdziecie TUTAJ.

Postawiłam na bezpieczną, jasną szarość, która korespondowała z szafą wnękową i innymi meblami w mieszkaniu.

W miejsce po lodówce stanęła zmywarka. Ale postawiłam na nietypowy model. Dzięki temu, że zmywarka ma 60 cm szerokości, wypełniła mi całą lukę po szafce lodówkowej. Ale to nie jest tradycyjna „szcześćdziesiątka”, w środku ma tylko jedną szufladę. (Jeśli zastanawiacie się, czy to nie za mało? Odpowiadam – nie, dla dwójki osób to rozwiązanie idealne). Zyskałam też przestrzeń pod zmywarką. Obecnie zajmuje ją wiklinowy kosz, ale docelowo planuję tam zrobić skrytkę na kocią kuwetę 🙂 Jak tylko będzie gotowa, nie omieszkam pochwalić się nią na blogu.

Kuchnia zyskała też nowy blat, który został zaolejowany. TUTAJ piszemy więcej o tym, jak się zabrać za olejowanie drewna. Wymieniłam też zlew. Stary, stalowy pojechał na działkę, zastąpiłam go szarym, granitowym.

Uchwyty – niby detal, a robi robotę

Ważnym elementem tej metamorfozy była wymiana minimalistycznych, stalowych uchwytów. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zamówić właśnie takie uchwyty. Ostre, nieporęczne, niepasujące do całości. Długo szukałam czegoś, co mogłoby je zastąpić. Rozważałam skórzane, albo uchwyty w kolorze jasnego drewna. Ale gdy trafiłam na szaroniebieskie, porcelanowe uchwyty Regałki, zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia! Gałki od Regałki montujemy od dawna w meblach odnawianych na naszych warsztatach – to porcelanowe, małe cudeńka, które doskonale wieńczą niemal każdą meblową metamorfozę. Do tego wykonane z pieczołowitością i serduchem. Wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę. I nie zawiodłam się!

Ozdobą kuchni jest też jedna z moich ulubionych półek, jakie zrobiłyśmy wraz z Majsterkami. To „górzysta”, drewniana półeczka z ośnieżonymi szczytami. Jak ją wykonać krok po kroku, zobaczycie TUTAJ

Na półce stoją filiżanki „Społem”. Pamiętacie? To jeden z moich ulubionych porcelanowych projektów z PRL-u.

W swojej kolekcji mam jeszcze serwis „Agat” zaprojektowany przez Adama Sadulskiego dla Zakładu Ceramicznego Mirostowice. Uwielbiam go za to, że jest niepowtarzalny, bo rozkład kolorów, plamek i paleta kolorów przechodzących od granatu po jasny brąz w żadnym serwisie z tej serii nie wygląda identycznie.

Gdybym tę kuchnię projektowała dziś, a nie 10 lat temu, to na pewno wyglądałaby inaczej. Nie uległabym modzie na „połysk”. Kto wie, może następny etapem tej metamorfozy będzie malowanie frontów? Zobaczymy. Dziś wiem też, że górne szafki pięłyby się do sufitu. W niewielkich mieszkaniach każda przestrzeń jest na wagę złota, nawet jeśli trzeba się do niej wspiąć po drabinie. Na pewno wybrałabym też inne płytki na podłogę. Nie polecam także narożnych szafek z „rozkładanymi” drzwiczkami. Zasiasy wymieniałam już trzy razy. Ale jak to mówią, mądry Polak…

W moim małym mieszkaniu, które kupiłam przed dekadą, udało się wyremontować sypialnię, salon i aneks kuchenny. Została mi tylko łazienka. Ale na ten remont może mi już zabraknąć pandemii 😉

Wasza Barbara

0 Udostępnij