Kalendarz adwentowy z konara

kalendarz adwentowy majsterki

PKariera kalendarzy adwentowych nas nie dziwi

W końcu to może być zarówno ładny gadżet, który pozwoli wprowadzić świąteczną atmosferę w domu, zanim jeszcze na honorowym miejscu pojawi się choinka, jak i niebanalny sposób na zaangażowanie całej rodziny w przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. I o to w tym wszystkim chodzi!

 

 

Skąd się to wzięło?

Przy odrobinie wyobraźni świąteczną atmosferą można zarazić nie tylko skwaszonego męża/chłopaka/narzeczonego (niepotrzebne skreślić), który już rwie włosy z głowy na myśl o karpiu teściowej, jak też zblazowane dzieciaki. Wystarczy się trochę pogłówkować.
Tym, którzy nie mają zielonego pojęcia, o co chodzi, podpowiadamy –  kalendarz adwentowy to taki wynalazek, który pozwala odliczać dni od początku Adwentu do Wigilii. Ale bynajmniej nie tylko o skreślanie dni pozostałych do Gwiazdki tu chodzi. Raczej o spędzenie tego czasu owocnie.

Trochę historii

Ponoć pierwszym producentem kalendarzy adwentowych był pewien drukarz, Gerhard Lang. Mały Gerhard jako dziecko tak bardzo nie mógł się doczekać Świąt Bożego Narodzenia, że codziennie męczył matkę, pytaniami: To już dziś? Kiedy, kiedy Święta? Rodzicielka chyba miała go dość i zrobiła dzieciakowi kalendarz. Metodą DIY, czyli „zrób to sam” –  do każdego dnia zaznaczonego na kartonie dołączyła powieszone na wstążkach biszkopty. Syn codziennie zjadał jeden. Chyba się spodobało, bo kiedy już został dużym chłopcem, to zaczął produkować podobne kalendarze na masową skalę. Ale dość o historii. Naszym zdaniem dziś pójście w słodkości to jednak banalny sposób.

Zamiast słodkości...

Pamiętacie, co się działo z bombonierkami z otwieranymi okienkami, jak byliście mali? Który dzieciak ograniczał spożycie do jednej czekoladki na dzień? Kto by tam przestrzegał takich zasad!? Z ciekawości zazwyczaj pożerało się połowę „kalendarza” na raz.

Przy robieniu tego projektu wzięłyśmy sobie do serca doświadczenia z dzieciństwa i postawiłyśmy na coś mniej kalorycznego ;-)
Co ukryłyśmy  w kopertkach? Oczywiście zadania majsterkowe, jak robienie karmników i ozdób choinkowych. Ale nie zabrakło też innych pomysłów, jak wycieczka na poszukiwanie siana pod wigilijny stół, lepienie bałwana (to jednak ryzykowny pomysł, w jego realizacji przeszkodą może być nasza kapryśna pogoda) i przedświąteczne porządki. Dla każdego coś miłego. O tym, co za niespodziankę wsadzić do kopertek, szufladek czy schowków decydujecie sami –  zgodnie z rodzinnymi tradycjami. Kto jednak powiedział, że wśród nich nie może się pojawić rodzinne oglądanie „Kevina samego w domu”? To w końcu także stara jak świat (albo przynajmniej jak Polsat) tradycja ;-)

Odliczamy dni do Gwiazdki

Projekt takiego kalendarza wcale nie musi być mega skomplikowany. Bez problemu wykonacie go z tego co już macie w domu. Tak jak w przypadku naszego projektu. Kalendarz adwentowy „by Majsterki” powstał z konara przywleczonego latem podczas wycieczki nad Zalew Zegrzyński. Leżał sobie biedaczek samotnie wyrzucony na brzeg przez wodę i czekał, aż ktoś dostrzeże jego potencjał ;-)  No i się doczekał.

Z resztą, co my się tu będziemy rozwodzić, sami zobaczcie, jak powstawał.

Wasze M.