Biureczko z niespodzianką

14184362 10206947830162900 1361394885640785818 n

Ząb czasu

„- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”. 

– Stworzyć więzy? 

– Oczywiście – powiedział lis. – Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie…”

Pamiętacie ten cytat z Małego Księcia?
Przypominał nam się za każdym razem gdy zabierałyśmy za kolejny element oswajania tego mebla.
Magda ma go od babci. Żaden wielki antyk, ale jednak kawałek historii plus ma jeszcze takie cudo: maszynę do szycia w środku. Stał sobie w kąciku i latami niszczał, aż zdziczał i potrzebował oswojenia.

Początki prac


Początkowo wydawał się takim zwyczajnym, prostym zadaniem spod hasła „Jak odnowić mebel z PRL”.  Oczyścić. zabejcować, zawoskować i już oswojony, zaprzyjaźniony i może wrócić do właścicielki.
Okazał się jednak być jak ten lis, który wzdychał: „ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe.”
Biurko-szafka na maszynę do szycia wymagała bardzo, bardzo długiego oswajania. Dokładniej jakiś czterech miesięcy – wiadomo nie przed 8 godzin dziennie tylko po trochu, po godzinach ale uparcie i z miłością. 

Czyszczenie, czyszczenie

Pierwszy etap choć zazwyczaj  najnudniejszy i najtrudniejszy czyli oczyszczanie (nie opisujemy szczegółowo technik, bo możecie o nich przeczytać >>>>> TUTAJ) okazał się być najprostszy bo i najbardziej przewidywalny.
Skoro biurko jest fornirowane i pokryte twardym lakierem zaczęłyśmy w kolejności: żel do usuwania powłok, papier ścierny i miejscowo szlifierka oscylacyjna.

Uffff

I proszę bardzo jak ładnie wyglądało! Wydawało się, że już najtrudniejsze za nami. Wystarczy naprawić szyny szuflad, podkleić odpadające dno i można zabierać się za barwienie i zabezpieczanie oraz wybieranie nowych uchwytów do szuflad.

Kłopoty

Taaaa jasne…

W tym momencie nasz lis postanowił odwrócić się tyłem i schować do nory. No dobrze trochę w tym było naszej winy.
Zawiasy w biurku były stare, ośniedziałe i zardzewiałe. Niestety także pokryte jakimś smarem, czego na początku nie zauważyłyśmy i potraktowałyśmy je na noc odrdzewiaczem.
Efekt: dramat i cały blat w okropnych szaro-burych plamach.
(Nie mamy zdjęcia tego cuda ale za to podrzucamy inne – szuflad przed i po oczyszczeniu jeszcze z plastikowymi rączkami).
No dobrze nie ma co panikować… na pewno jest na to jakiś sposób.
Trochę czytania, trochę gadania ze stolarzami i jest podpowiedź: specjalny „wybielacz” a dokładniej   rozjaśniacz do zszarzałego drewna.
Szybkie zakupy, bardzo łatwa aplikacja (pędzlem lub gałgankiem) i cud! W oczach odbarwienia (może nie w stu procentach ale zadowalająco) zeszły.

Kolejne kłopoty

I kiedy już się wydawało, że wracamy na szybkie tory oswajania biureczka wywinęło nam kolejny numer. Odbarwienia zeszły ale… już i tak stary i podniszczony, m.in pozalewany wcześniej fornir zaczął poważnie pękać, odklejać się i odpadać…
I znowu: chyba z nerwów nie zrobiłyśmy zdjęcia tej porcji kłopotów, ale za to popatrzcie sobie na to jak ten fornir wyglądał na samym początku prac.
Trzeba wiec było podjąć decyzję: zrywamy cały fornir z blatu i idziemy na całość fornirując cały blat.
Czy uruchamiamy wyjście awaryjne czyli… malowanie.
Osobiście może i nawet wolałybyśmy fornirowanie, ale nie urywamy jeszcze nigdy nie robiłyśmy tą metodą całego mebla. Naprawy owszem ale to jednak o wiele prostszy proces.
Z drugiej strony farba .. dlaczego by nie? Trochę koloru, szaleństwa? W końcu to przecież nie antyk.

Bejcowanie

Zanim właścicielka biurka ostatecznie podjęła decyzję przyszedł czas na odrobinę przyjemności czyli bejcowanie.
Miało być naturalnie, ciepły odcień raczej w brąz złamany szarością niż żółcienie. Trochę eksperymentów było zanim udało nam się uzyskać idealną barwę: Tu decyzja była dosyć prosta: średni orzech (bejca wodna w proszku) z domieszką gotowej bejcy wodnej „stare drewno”.

Malowanie

Właścicielka Magda wreszcie zdecydowała jaki chce kolor. I padło na… brąz. Tak brąz. Hmmmm trudny kolor do malowania mebli.

Ale skoro już było tyle wyzwań to czemu by nie brąz. Blat pomalowałyśmy mieszanką pigmentu brązu i brunatnego połączoną z białą farbą akrylową.
Oczywiście wcześniej wszystkie ubytki w fornirze zostały zaklejone (te większe) i zaszpachlowane (te mniejsze).
Ale sam brąz nam jakoś tak nie leżał. A więc już samowolnie bez pytania o zdanie dołożyłyśmy coś małego od siebie. Obramowanie w czerni i odcieniu musztardowym.
Całość tak blatu jak i reszty biurka postanowiłyśmy zalakierować.
Tak był robiony i mały eksperyment z woskiem (kolejny dzień oswajania w plecy) ale jednak na tym fornirze matowy lakier sprawdził się lepiej.

4 miesiące później...

Gdy już złamałyśmy opory Magdy  przed malowaniem  postanowiłyśmy złamać jeszcze jedne: a może by tak szuflady wykleić w środku?
Użyłyśmy do tego naprawdę fajnej tapety (a jak ją zdobyłyśmy możecie przeczytać we wpisie o naszych majsterkowych sekretach) imitującej odręczne pismo, kleju do decupage i lakieru wodnego matowego.

I voila!

I teraz już było naprawdę z górki.

Jeszcze tylko:

  • znalezienie najlepszych możliwie uchwytów. Tyle, że rozstaw w mebelku okazał się niestandardowy więc trzeba by było albo zaklejać i maskować już istniejące dziury (O NIE!!!! JUŻ NAPRAWDĘ NIE!) albo wybrać typ „muszelek” które przykryją już istniejące dziurki.
    Tylko trzy dni przeszukiwania internetu i wreszcie trafiłyśmy na idealne w odcieniu starego brązu. Wiertarka, wywiercenie otworu, szybki montaż (tylko raz o kilka milimetrów obliczyłyśmy rozstaw nie równo, ale jakoś dało radę naprawić) i wow szuflady gotowe.
  • Wstawienie szuflad. Jako, że szyny wymieniłyśmy na nowe, niepołamane okazało się UWAGA!, że szufladki albo się nie mieszczą, albo zostaje między nimi nieestetyczna dziura.
    !!^%$#@@!!!!*^!!!!
    Trzeba było kilku dni przerwy na podreperowanie nerwów.
    Ale gdy już wrócił spokój ducha, po prostu pogłębiłyśmy otwory na szyny i przy okazji pomalowałyśmy je na czarno.I kiedy mebel był wreszcie gotowy, oswojony, wszystkie szuflady na miejscu tak to trzeba było po prostu opić.
    Dziś już stoi u Magdy – której bardzo się spodobał (no śmiałby się nie spodobać, niewdzięcznik jeden) i czeka na naprawianą maszynę do szycia po babci.

Biurko w pełnej krasie

Podsumowując do naszego oswajania biurka użyłyśmy:

– żelu do usuwania powłok oraz skrobaków
– papieru ściernego 80, 100, 120 i 150
– kleju wikolowego
– preparatu do usuwania odbarwień w drewnie
– odrdzawiacza ale polecamy raczej multiszlifierkę z końcówką ze szczotki drucianej
– bejcy wodnej
– kitu do drewna
– lakieru wodnego
– tapety papierowej
– kleju do decupage
– farby akrylowej oraz pigmentów
– gwoździków
– drewnianych listewek
– metalowych uchwytów typu muszelki
– filcowych podkładek pod nóżki
– wielkich pokładów cierpliwości

I jeszcze całkiem otwarte

A wiecie co jest najlepsze? Na pracowni mamy jeszcze dwa oswajane już miesiącami krzesła, fornirowaną komodę i stół.

Wasze M.