Fornirowany stolik. Renowacja na naszych warsztatach

Stolik po babci

– Znowu coś chcesz zmieniać? Przecież już mamy stół – Magda, która wpadła na nasze warsztaty ze śmechem opowiada o reakcji męża, na kolejne mieszkaniowe pomysły.
A wpadła ze stolikiem, który już na pierwzy rzut oka miał ogromny potencjał.

Zgrabne tłoczone nóżki, ładnie wycięty blat, lekki i w wadze i w designie.

Goleniowa Fabryka Mebli

A nawet gdyby taki nie był to i tak należało mu się sporo uwagi. W końcu przecież to stolik po babci wrost z Goleniowskiej Fabryki Mebli.

Magda nigdy wcześniej nie odnawiała samodzielnie mebli, wiec na początku wydawało jej się, że z takim nie za dużym mebelkiem spokojnie da sobie radę w jeden dzień.
Nie wyprowadzałyśmy jej z błędu. Bo nie ma co ludzi od razu straszyć.

Szlifowanie, szlifowanie

Podstawą tak renowacji (czyli naprawnia mebli i doprowadzania ich do stanu sprzed zużycia, z ewentualnymi drobnymi poprawkami np. zastąpieniem wysokiego połysku z lakiero-politury, satynowym woskiem) jak i bardziej swobodnego odnawiania jest zawsze to samo: oczyszczenie mebla.
Więcej o sposobach na to zadanie piszemy TUTAJ.
W przypadku tego stolika podstawą okazał się po prostu papier ścierny i mięśnie. Dużo pracy mięśni.
Tak dużo, że praktycznie cały dzień warsztatów zszedł się Magdzie na szlifowaniu, szlifowaniu i szlifowaniu.

Zakwasy z oczyszczania

Najłatwiej było oczyścić blat. Był już na tyle zużyty, że większość starych powłok z niego zeszła dosyć szybko. Trudniejszą przeprawą okazały się być nóżki i półeczka pod stołem. Pomocny okazał się tam żel do usuwania powłok i skrobaki. 

Po blisko 8 godzinach pracy stolik był już doczyszczony. Dodatkowo szpachlą do drewna wypełniłyśmy miejsca gdzie były ubytki w fornirze – czyli głównie na rantach blatu.
Magda była tak wykończona, że na resztę prac umówiłyśmy za kilka dni.
Następnego dnia zakwasy w ramonach przypominały jej ile się napracowała.
Zawsze powtarzamy, że nasz plan ćwiczeniowy Wyrzynarka jest lepszy od tego całego Skalpela Chodakowskiej :)

Bejcowanie

Nie bez powodu stolik trzeba było tak dokładnie oczyszczać. Właścicielka chciala by pozostał jak najbardziej naturalny, bez znacznego przemalowywania tylko z ładniejszym, cieplejszym odcieniem drewna.
A by osiagnąć taki efeket najlepiej jest drewno czy fornir
Jednak by bejca nam ładnie i równomiernie zabarwiła drewno musi ono być naprawdę dokładnie przeszlifowane.
Do bejcowania wybrałyśmy bejcę wodą o odcieniu stare drewno.
Magda położyła jej w odstępie kilku godzin dwie warstwy, po każdej dokładnie przeszlifowując mebel watą stalową 000.
To niezbędny krok bo dzięki niemu wyrównujemy koloryt drewna i zamykamy w nim pory, które otworzyły się pod wpływem wody.

Farba kredowa

Nie wszystkie elementy mebla dało się radę idealnie doczyścić. Półeczka i listwy pod blatem były bardzo trudne do oszlifowania. Dodatkowo ranty stolika były podniszczone i nawet szpachla nie zakryła tych ubytków.
Dlatego zdecydowałyśmy wspólnie z Magdą, że część mebeleka pomalujemy.
Magda okazła się być mistrzynią oklejania! Chciałybyśmy mieć tyle cierpliwości do taśmy malarskiej co ona.
A potem już poszło z głowy. Odcieniem Antique White od Autentico za pomocą wałeczka malarskiego i cienkich pędzelków (3 i 4) razem z 5-letnią Marysią córeczką Magdy udało się mebel pomalować w niecałą godzinę.

Druga warstwa

Wystarczyły dwie cieniutkie warstwy farby, nałożone praktycznie jedna po drugiej (kredówka w naszej ciepłej pracowni schnie w oczach) by elementy do przemalowania były dokładnie i równo pokryte.

Po ich przeschnięciu ponownie przeszlifowałyśmy je bardzo delikatnie watą stalową.

Lakier i wosk

Zostało wykończenie mebla i jego zabezpieczenie. Choć zazwyczaj polecamy woskowanie, które daje ładny satynowy efekt, to jednak w przypadku blatów konieczne jest mocniejsze zabezpieczenie.

Podobnie jak w przypadku naszej ławy z efektem ombre i przy tym stole połączyłyśmy więc lakierowanie i woskowanie.
Blat pokryłyśmy trzema cieniutkimi warstwami lakieru do parkietów.
A nóżki, półkę i ranty zawoskowałyśmy bezbarwnym woskiem Autentico przeznaczonym właśnie do farb kredowych, który zapewni malowanej powierzchni odpowiednie zabezpieczenie.

Pamiętajcie: farby kredowe ostatecznie utwardzają się po kilku czy nawet kilkunastu dniach. Tak wiec szczególnie po woskowaniu warto dać im ten czas na to by w pełni wyschły.

Gotowy mebel

Potrzeba było więc dwóch pełnych warsztatowych dni by stolik był gotowy. Pewnie można by to zrobić szybciej. Nie przykładać się tak do oczyszczania. Wszystko od razu zamalować farbami.

Ale jednak my zawsze starmy się uczestników naszych warsztatów nakłonić do może trudniejszej, ale bardziej prawidłowej, zgodnej ze sztuką renowacji pracy.

No i satysfakcja wtedy jest większa!

Drewno z mlekiem

Połączenie ciepłego odcienia drewna z mleczną bielą farby dało baradzo przytulny efekt idealnie pasujący do tego mebelka z lat 60.

Stolik jest wręcz idealny by rozsiąć sie przy nim z książką i podać na nim kawę. I westchnąć na wspomnienie ile to fizycznej pracy trzeba było włożyć by tak wyglądał.

Nie ma brzydkich mebli

Jeżlei macie podobne meble aż proszące się o metamorfozę, takie kurzące się w piwnicach i na strychach to nie pozwólcie im dłużej czekać!

Wpadajcie na nasze warsztaty z cyklu „Nie ma brzydkich mebli”.
Najbliższe już 25 marca i 28 kwietnia (wszystkie szczegóły TUTAJ) i wspólnie dajmy im drugie życie!

Wasze M.

P.S. Za końcowe zdjecia ładnie dziękujemy Monice Bajkowskiej. 

0 Udostępnij