Pracownia po generalnym remoncie. Studio foto i warsztat w jednym

Podobno remonty powinno się robić co 7 lat. Ale gdy miejsce, gdzie spędza się niemal połowę wolnego czasu jest używane tak intensywnie jak nasza, ukochana pracowania przy ul. Mińskiej 65 w Warszawie to czas na wielkie porządki i sporą metamorfozę przyszedł znacznie szybciej.

Wydawać by się mogło, że dopiero co się do niej wprowadzałyśmy, że nie dawno skończył się jej wielki remont (PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ) a tu już kolejne zabawy?

Tyle, że w międzyczasie sporo się u nas wydarzyło. Alicja zdążyła urodzić Leona i ponownie jest w ciąży tym razem takiej na bogato, bo podwójnej. Taka rodzina wymaga już poważnej przestrzeni do życia więc Alicja jest już po zakupie i w środku remontowania nowego domu. Basia i Sylwia zmieniły prace i regularnie zmieniają coś w swoich domach. Czasem mocno eksperymentując.

Ale i w Majsterkach sporo się działo: wielka akcja robienia kanału youtubowego dla Allegro czyli ponad 80 filmików nakręconych w 4 miesiące. Książka i 30 projektów, jakie do niej zrobiłyśmy w szalonym tempie. Kilka imprez (niektóre legendarne na całą Warszawę), ale przede wszystkim warsztaty! W ciągu niecałych trzech lat odkąd pracownia ruszyła odbyło się ich u nas (zarówno tych prowadzonych przez nas, jak i gościnnych) ponad 30, a uczestniczyło w nich blisko 300 osób.

Pojawiły się świetne drewniane drzwi od Jimiego Ogdena i piękny napis MAJSTERKI w prezencie od cudownej braci blogerskiej.

Doliczając do tego nasze indywidualne prace nad meblami, wasze regularne wizyty w dni otwarte z własnymi projektami ruch był niezły. I, no cóż zostawiał po sobie przeróżne ślady. A to bejca wylała się wprost na ścianę, a to kuchenne płytki zostały skutecznie ubrudzone farbami, a to robiło się kolejną dziurę tylko po to by na chwilkę coś powiesić do zdjęcia.

Oczywiście i tak sporo dobrego udało nam się przez te trzy lata ogarnąć, bo miejsce w którym działamy w ogóle nie przypomina zapuszczonego, z odłażącą farbą i zaciekami lokalu, do jakiego trafiłyśmy trzy lata temu.

Do pracowni wjechały ciekawe meble (np. nasz ulubiony regał ze skrzynek, czy stół z tarcicy), jedną ze ścian pozbawiłyśmy okropnego metalowego wejścia do wentylacji i została wykończona masą betonową.

Ale mimo wszystko coraz częściej czułyśmy, że czas na większe zmiany. Kiedy nasze współlokatorki Julia i Klaudia zdecydowały się odmienić swoje życie i przenieść własne biznesy bliżej domu, zostałyśmy z wielką (i nie taką tanią) przestrzenią oraz koniecznością jej dostosowania do nowych zadań.

A te pojawiły się niemal natychmiast w postaci naszych sąsiadów Edmunda i Kacpra z sąsiedniego lokalu gdzie mają świetne studio fotograficzne Czarnobyl. Tak świetne, że potrzebowało przestrzeni do rozwoju. Czemu by więc nie połączyć sił? My mamy fajne wnętrze, inne niż tradycyjne studio foto ale wciąż wysokie, jasne i przestrzenne. Chłopaki mają klientów w tygodniu, kiedy my jesteśmy w pracy.

Biznes szybko dogadany trzeba było jeszcze zabrać się za niezbędne zmiany w wyglądzie samej pracowni. Po wyprowadzce dziewczyn z ich stołami krawieckimi, parownicami i maszynami okazało się, że mamy bardzo dużo wolnego miejsca. Tak dużo, że postanowiłyśmy przenieść się z naszą roboczą częścią na drugą stronę pracowni.

By przestrzeń jeszcze bardziej wizualnie powiększyć i pomóc chłopakom w fotograficznych zadaniach niemal cały lokal został przemalowany na biało (zostawiłyśmy tylko szare fragmenty). By nie było za nudno wprowadziłyśmy trochę czarnych i złotych elementów ozdobnych. Tak pomalowane zostały rurki, kran, klamki (tak, złote klamki to jest to!) czy skrzynka z instalacją elektryczną. A najciekawsze jest to, że ta inicjatywa na błyskotki wyszła od chłopaków!

Zrobiło się znacznie jaśniej i wręcz elegancko. Powoli jednak przestrzeń na nowo zapełniamy majsterkowymi elementami tak by było też bardziej przytulnie. Część wypoczynkową całkiem przeniosłyśmy na antresolę i to tam uczestnicy naszych warsztatów będą mieli miejsce na wypicie kawy, chwilkę odpoczynku czy wspólny lunch.

Odświeżyłyśmy kuchnię przemalowując ją całkiem na biało i zmieniając blat na płytę OSB. By w kuchni było przytulniej doszły stare kinowe fotele i rozkładany czasem (gdy nie ma warsztatów) pod antresolą dywan. W kuchni zmiany są tymczasowe, na pewno jeszcze czymś Was zaskoczymy. Krążą nam już po głowie pomysły jak odmienić tą część, żeby jeszcze lepiej służyła zarówno nam i naszym gościom jak i chłopakom.

 

Ale największym wyzwaniem, ba wręcz kampanią była…. podłoga. Co my się z nią mamy! Betonowa wylewka na podkładzie ze słomy i Bóg wie czego jeszcze od początku sprawia same kłopoty. Ciągle pęka i rozwarstwia się. Przy pierwszym remoncie betonowałyśmy te popękane fragmenty a potem malowałyśmy ją farbą do betonu. Wytrzymało jakieś pół roku, a potem były konieczne poprawki. Najbardziej uciążliwy okazał się biały fragment pomalowany tak specjalnie pod sesje zdjęciowe. Biel utrzymywała się na nim z zasady około miesiąca a potem zamieniała się w bliżej nieokreśloną mieszankę żółci i szarości.
– Dlaczego nie zrobicie prawdziwego porządku z tym fantem – co i raz nas ktoś pytał. Jakaś wylewka betonowa a może żywica?

Tyle, że koszt wymiany ponad 100 metrowej podłogi czy lania jej żywicą to co najmniej kilka tysięcy złotych, których nie zwróci nam ani nie zrekompensuje właściciel budynku. Pozostaje więc ratowanie podłogi jej kolejnym betonowaniem i malowaniem.

Tym razem jednak postanowiłyśmy poszukać farby, która ma rzeczywiście szansę chwycić mocniej. Postawiłyśmy na farbę do podłóg o wysokiej odporności piaskowej od V33, kolor jasny popiel. Na dokładnie umytą podłogę poszły w odstępie kilkunastu godzin dwie warstwy tej farby (wystarczyły trzy 2,5 litrowe puszki na 100 metrów).

Pierwsze wrażenie: czy to na pewno szara farba? Jest tak jasno! Rzeczywiście odcień był bardzo jasno szary. Po kilku dniach jednak lekko ściemniał i musimy przyznać, że ten efekt nam się nawet bardziej podoba. Farba jest bardzo dobrze kryjąca i pozwala na równe malowanie nawet na tak trudnych podłożach. Ładnie chwyta i wyrównuje beton. NIby jeden detal, a całkiem odmienił wygląd pracowni.

Od malowania minęły dwa miesiące wiec mamy już pierwsze doświadczenia z nią związane. Wylała się na nią i bejca, i farby, i wino (no sami wiecie, jak jest!). I za każdym razem dawało radę z domyciem podłogi, nie zostały plamy. Nie trzeba było żadnych specjalistycznych środków chemicznych, sprzętu czy siły Pudziana. Każda z nas bez większych problemów jest w stanie doczyścić podłogę. A to ważne, bo przy poprzedniej farbie nie było lekko i właściwie co tydzień po kolejnych pracach trzeba było podłogę szorować niemal na kolanach.

 

Ale nie myślcie sobie, że to koniec zmian w naszej pracowni! Sami wiecie jak to jest, że mieszkania nigdy nie są skończone, zawsze jest coś do zrobienia i poprawienia. My musimy jeszcze ogarnąć jakieś sensowne lampy w kuchni i intensywnie myślimy nad wprowadzeniem koloru w roboczej części pracowni. Znaczy się myślą Sylwia i Alicja, bo Basia upiera się, że czerń i biel zawsze na topie, więc nie chce nic ruszać.

Poczekajmy jednak do pierwszych intensywnych warsztatów meblarskich (a te już 13 X, zapisujcie się bo jeszcze są miejsca). Jak ludzie poszaleją i nam nabrudzą konkretniej to i kolor jakiś się pewnie przyda, by odwracać od plam uwagę ;-)

Pamiętajcie też, że nasza pracowania to nie tylko majsterkowanie. Jeżeli poszukujecie przestrzeni do sesji zdjęciowej, nagrania, ciekawej imprezy, to dawjcie znać. Na pewno coś wymyślimy!

Wasze M.

0 Udostępnij