„Niewinni czarodzieje” w designie. Warsztaty w stylu lat 60.

Festiwal Niewinni czarodzieje

„Nie marzy wam się czasem odwilż? Od ciasnych horyzontów, od obietnic bez pokrycia, od pustych słów, od pozy, od perspektyw i ich braku, od zadęcia, od bylejakości. Od, od, od…. Odwilż. Jest potrzebna, by zatopić się w tym, w czym Warszawa zawsze była najlepsza – w tworzeniu się na nowo. W odradzaniu. W robieniu czegoś z niczego.

Tak organizatorzy Festiwalu Niewinni Czarodzieje, czyli Muzeum Powstania Warszawskiego zachęcali w ubiegłym roku do wzięcia udziału w listopadowym korowodzie wystaw, koncertów, pokazów filmowych i warsztatów. Rok temu festiwal ten, nawiązujący do kultowego dzieła Andrzeja Wajdy odbywał się w 60. rocznicę odwliży 1956 roku.

W tym roku atrakcje mają nawiązywać do tego, co kręciło kulturalnych chuliganów lat 30., 60. i 90. Będzie więc dancing i koncerty jazzowe, wykład o języku hip-hopowców prowadzony przez prof. Jerzego Bralczyka wraz z Pawłem Sołtysem, czyli Pablopavo a nawet warsztaty kulinarne naszpikowane ciekawostkami o tym, jak przed wojną sklepikarze zastępowali wartościowe składniki wątpliwymi jakościowo ingrediencjam – nasz ulubiony przykład to herbata barwiona ołowiem ;-). TUTAJ sobie zobaczcie cały program imprezy.

Festiwal Niewinni czarodzieje

W tym roku, pośród wszystkich tych fantastycznych wydarzeń znalazło się też miejsce na warsztaty Majsterek. 25 listopada, a więc ostatniego dnia festiwalu w naszej pracowni na Mińskiej 65 zrobimy wraz z uczestnikami nawiązujące do szalonej dekady big bitowców i hipisów, gazetniki. Takie w sam raz na np. nowy kwartalnik „Przekrój„, sięgający do tradycji swojego poprzednika, który w tamtej dekadzie był oknem na świat, pisząc także o modzie i wzornictwie.

A design w Polsce w drugiej połowie lat 50., a szczególnie 60. był na naprawdę świetnym poziomie. Nowoczesny, funkcjonalny, w duchu modernizmu, który odrzucał nurty historyczne, odcinał się od ornamentu, Art Deco, modnej wcześniej orientalnej stylistyki. Zamiast tego proponował formy proste i praktyczne. Po „odwilży” karierę w meblarstwie zaczynała robić sklejka a następnie tworzywa sztuczne, jak igielit (zerknijcie do naszej książki mamy cały specjalny projekt meblowy poświęcony meblom z metaloplastyki i igielitu, ale w nowoczesnej odsłonie). Najlepszy tego przykładem jest organiczny fotel z żywicy Romana Modzelewskiego. Rozkwita ceramika, a na wzorach tkanin pojawiają się charakterystyczne pikasy.

Roman Modzelewiski i jego projekt - fotel z żywicy. Zdjęcie z archiwum domowego Wery Modzelewskiej, żony projektanta.

Roman Modzelewiski i jego projekt – fotel z żywicy. Zdjęcie z archiwum domowego Wery Modzelewskiej, żony projektanta.

W latach 60. do abstrakcyjno-organicznej stylistyki z poprzedniej dekady dołączyła podyktowana wymogami masowej produkcji prostota formalno-konstrukcyjna. Prawdziwą ikoną stała się choćby meblościanka, a szczególnie SYSTEM MK czyli meble segmentowe zaprojektowane przez Bogusławę i Czesława Kowalskich, do których przylgnęła nazwa „meble Kowalskich”. Ikon z tamtego okresu jest więcej.

Jedną z nich czyli regał o zmiennych wysokościach zaprojektowany przez Rajmunda Teofila Hałasa od kilku lat produkuje na nowo fundacja Nowy Model. Co więcej projekt ten choć sprzed ponad ponad 60. lat okazał sie być na tyle inspirujący i współczesnt, że wybuchła o niego prawno-autorska wojna z niemieckim meblowym start-upem. Historia ta tak zainspirowała Sylwię, że aż napisała o niej tekst (możecie go TUTAJ przeczytać).
regal_1a_r_HALAS
Ale równolegle do takich nowoczesnych projektów po trochu, delikatnie i poczatkowo nieśmiało, a pod koniec dekady coraz powszechniej dokładano miękkie liniie, opływowe kształty (wiadomo psychodelia była wtedy coraz bardziej na topie), wzorzyste tkaniny (wpływ orientu przejętego przez hipisów), elementy pop z estetyki kinowej i komiksowej oraz op-art wykorzystujący wzory i kolory do symulowania ruchu.
I takie oto wzory także szturmem powracają na nasze mieszkania. Przecież nie wszystko musi być utrzymane w grzecznym skandynawskim stylu.
Tak choćby wykończyłyśmy tapicerkę jednego z naszych ulubionych projektów.

krzeslo po renowacji

Na naszym blogu o wzornictwie z PRL-u piszemy nie pierwszy raz. TUTAJ przeczytacie recenzję książki Beaty Bochińskiej, zatytułowanej „Zacznij kochać dizajn”. TUTAJ piszemy o scenografii do filmu „Sztuka kochania”, która zainspirowała nas do przyjrzenia się stylistyce lat 70. we wnętrzach. O tym, że design z poprzedniej epoki przeżywa swoją drugą młodość przekonujemy się niemal codziennie, gdy piszecie do nas z prośbą o radę, jak odnowić fotel 366 Józefa Chierowskiego czy jak się pozbyć lakieru na wysoki połysk.

I zapewniamy Was, ze takich wpisów będzie więcej ;-) A tymczasem do zobaczenia na festiwalu Niewinni Czarodzieje!
Dziś o godzinie 17.00 na stronie www.rejestracja.1944.pl ruszą zapisy na nasze warsztaty. Uwaga: liczba miejsc jest ograniczona, a że warsztaty są bezpłatne to warto się pospieszyć, bo mogą się wejściówki szybko skończyć.

Wasze M.