Metamorfoza balkonu. Część 4 – Boho

balkon boho

Kiedy zamiast wymarzonego 200-metrowego domu w Konstancinie, hawiry na Mazurach, czy apartamentu na Saskiej Kępie kredytu we frankach  starcza ci na 40-metrowe „studio” na Grochowie (czytaj kawalerkę w budynku udającym podwyższony standard) a po kilku latach okazuje się, że te kredyty były przekrętem stulecia i mieszkania prawdopodobnie nie pozbędziesz się nigdy podobnie zresztą jak i kredytu (najbliższa możliwość: wygrana w Totka) to z lokalem trzeba zacząć kombinować tak by te 40 metrów maksymalnie wykorzystać.
Na 40 metrach i 3,8 metrowy balkon jest niemalże salonem! I tak go tym razem potraktowałyśmy.
Mogłybyśmy zrobić grzeczny balkonik w stonowanym skandynawskim stylu. Mogłybyśmy pójść w wiecznie modny, bezpieczny i wbrew nazwie bardzo mieszczański styl rustykalny. Można było też zrobić najłatwiejszy ze wszystkich styl marynistyczny. I wtedy to na pewno było by sporo zachwytów. Ale kto powiedział, że mamy się dostosowywać pod gust średniej krajowej.
Nie nie my nie chcemy tego co wszyscy. My chcemy tylko i wyłącznie awsom, legendary i raz jeszcze awsom!

balkon nowy

My tam lubimy eksperymenty, łamanie konwencji, pójść pod prąd. Dlaczego by więc balkonu nie zamienić w mały wściekle kolorowy, boho pokoik. Taki co to w środku wielkiego miasta będzie powiewał kolorowymi zasłonkami, na którym będą sobie kwitły zupełnie nie dobrane kwiaty i zioła. Na którym na ścianach wisi paleta i trochę słodka trochę creepy królicza głowa zrobiona przez Julkę z LofLov. Taki na który meble pomalowałyśmy farbami do ścian, donice i koszyki wysprejowałyśmy (I UWAGA wcale nam się nie chciało zakładać do tego maseczek ochronnych! SZOK!), pleciony dywanik zdobyłyśmy za 9 zł na Bazarze Szembeka a stare butelki i słoje miast wywalić także potraktowałyśmy farbami.
glowa zająca

Za to na śmieci poleciała malowana dopiero co stara skrzynia na narzędzia. No cóż nie wytrzymała kolejnego przestawiania w tą i wewtą i całkiem się rozpadła. A, że przy okazji remontu balkonu zrobiłyśmy spore porządki to nagle okazało się, że jest już całkiem pusta i niepotrzebna, Na pamiątkę zostawiłyśmy tylko mały fragment jej wieka.
paleta na balkonie
Złamałyśmy chyba wszystkie zasady. Połączyłyśmy za ostre barwy z przeciwnych końców palety. Wzory kwiatowe z geometrycznymi. Mat z błyszczącą miedzią. Musiałyśmy też zagrać światłami, w końcu wieczorem balkon też jest zamieszkany.
balkon oświetlenie
I powiemy Wam jedno: jest cudownie! Od blisko miesiąca czy żar czy kolejna letnia burza na balkonie pracujemy, czytamy, oglądamy kolejne świetne seriale, siedzimy ze znajomymi i opracowujemy plany podbicia świata. Jemy wypasione śniadanka, a potem przez cały dzień już tylko ziółka i dietetyczne zielone koktajle. Z rana trochę się rozciągamy i to w niemal całkowitym negliżu bo zasłonki jednak dają trochę prywatności.

zaslonki na balkonie
A nawet… śpimy! Tak bo leżak z palety jest rozkładany a więc w najgorętsze noce zamienia się w łóżko, a sen na chłodniejszym balkonie to prawdziwa rozkosz. Szczególnie, że pościel też mamy w boho kwiaty. Jednym słowem: the best idea ever! Serio!
Co oczywiście nie oznacza, ze gdzieś za rok nie wpadnie nam do głowy pomysł na kolejną przebudowę i metamorfozę (chodzi nam po głowie jeszcze hamak). No chyba, że ta szóstka w Totolotka się trafi i wtedy 40-stkę zamienimy na o wiele wiele większy metraż.

Póki co jednak jest tak! Patrzcie i zazdrościcie bo zaprawdę jest czadersko!
balkon metamorfoza

A dla przypomnienia jak nam się udało taki oto wariacki balkonik wyczarować podajemy było:
malowanie podłogi specjalnymi farbami (i sporo słanych w eter okrzyków k… i ja p…)
– malowanie starych mebli farbami do ścian, które nam zostały z remontu (no niby producent nie poleca, ale my za to jak najbardziej)
budowanie leżaka z palety (i to w ekstremalnych warunkach bo do nagrania)
instalowanie karnisza od Mardom (prawie samodzielne)
– zawieszanie (ale także prasowanie, spalenie i wycieczka do sklepu po nową) zasłonek
– i wreszcie: sadzenie, wyszukanie lub zrobienie dodatków.

Łączny koszt metamorfozy:
– malowanie 277 zł
– leżak – 100 zł
– zasłonki 4 x 19,9 zł (no cóż przepaloną też liczymy)
– karnisz Torino (w prezencie od Mardom ale cena producenta to 139,5 zł)
– dodatki: dywanik 9 zł, lampki 10 zł, reszta albo przerobiona, albo z zamierzchłych zakupów, albo w prezencie od LofLov
– kwiaty i zioła – już dokładnie nie pamiętamy ale w granicach 100 zł.

SUMA: 575,6 zł 
Czyli no tak tradycyjnie wcześniej założony budżet (czyli 500 zł) przekroczony ale czy kiedyś było inaczej? A zresztą i tak uważamy, że było warto!
Bo teraz możemy o tak:
letni balkon
A jeżeli ta mnogość barw, wzorów i materiałów Was nie przerasta to zerknijcie w nasz filmik o stylu boho. Jeżeli przerasta to też zerknijcie, bo wiadomo: kliki, suby, odsłony, wynik, staty!  Niech się sypią to może zamiast tego Totka będą nam ratunkiem. :)

A za zdjęcia dziękujemy FOTO Skorupski.
Wasze M.