Metamorfoza balkonu w Pokój na Lato. Część 1. malowanie

Mam fajny balkon. Naprawdę, taki z potencjałem. Nie jakiś wielki taras, nie eksluzywną loggie, ale bardzo przyjemny, miejski balkonik.  2 m x 1,8 metra (mniej więcej bo ma kilka takich przybarierkowych zwężeń), wciśnięty w głąb budynku a więc zadaszony i zabudowany bo obu bokach, dosyć wysoki i jasny. Nie ukrywam gdy kupowałam lat temu kilka mieszkanie to balkon położony między oknem kuchennym a pokojem mnie do niego ostatecznie przekonał. I od początku wiele się na nim działo: parapetówek (bo i przed i po remontowych), imprez z okazji i bez okazji, wyganianych zimą gości by jak muszą to tam palili.
Zazwyczaj na święta to choinka stoi na balkonie gdzie może do woli migać światełkami i obsypywać igły.Co więcej raz nawet wstawiona w donicę świeżutka wytrwała do weekendu majowego. Ale zazwyczaj jest mi on dodatkowym małym pokojem. Miejscem do pisania, do sadzenia pomidorków i ustawiania ton kwiatów, które w centrum miasta udają choć trochę natury.
Był też miejscem odwiecznych eksperymentów z meblami I upcyclingami.

Skrzynia recycling

Skrzynia recycling

Z oświetleniem.
10363109_660420624033364_4103176874989487211_n

Z kolorami.

Zielnik i lampion na balkon

Zielnik i lampion na balkon

Tak było przez kilka lat. Aż do czasu gdy powstały Majsterki i zamienił się na ponad rok (do czasu znalezienia lokalu) w składowisko: narzędzi, mebli ze śmietników i tych od znajomych i znajomych znajomych, brzozy co to ją Pan Grzesiek przywiózł mi całą do majsterkowania, mniej i bardziej ukończonych projektów. Jednym słowem graciarnia na drugim piętrze. Dramat totalny!

Balkon czy graciarnia?

Balkon czy graciarnia?

Dramat taki, że był moment, że mi się tam gołębie zaczęły zlatywać! Serio. Aż przyszedł moment przeprowadzki do pracowni i wywiezienia lub wyrzucenia tej całej graciarni. Ale jako, że przeprowadzka była zimą to i na balkonie oprócz porządków nic nie zrobiłam.

Aż przyszedł długi weekend czerwcowy i perspektywa kilku od nie pamiętam kiedy pierwszych wolnych dni i mega ochota by na balkonie rozsiąść się z kawą. Tylko co to za frajda jak tam taka nuda. I wtedy zdecydowałam: robię totalną metamorfozę. TOTALNĄ!
Koniec z balkonem. Czas na Pokój Na Lato. Taki co to bym mogła na nim zjeść śniadanie, wypić wino wieczorem, pracować nawet jeżeli będzie dużo słońca albo będzie padał jakiś może nie za duży deszcz i spać. Dokładnie tak: spać w najgorętsze noce.
Początkowy plan był ambitny: wszystko w ramach 300 zł.
Ostatecznie – znaczy się już po pierwszy etapie, ale o tym za chwilkę – został zweryfikowany do 500 zł i prawie udało mi się tego limitu utrzymać.
A, że wreszcie wszystko zostało już ukończone, to czas pokazać krok po kroku jak graciarnię zmieniłam w romantyczno-boho-geomotryczny pokoik.

CZĘŚĆ 1. Malowanie 
Ścian i barierki ruszyć nie wolno bo musi być zachowana jednolitość estetyczna budynku. Ale za to postanowiłam przemalować podłogę ze starych w niewiadomojakim kolorze kafli i meble. Skoro miało być ekonomicznie to po co kupować nowe i po co wymieniać całkiem podłogę.
Meble i donice to była prosta i szybka robota. Znaczy w miarę prosta.
Stolik, który był już u mnie: w kolorze sosny, zabejcowany na ciemno brązowo, pomalowany czerwoną laką i wreszcie z kwiatowym wzorem z szablonu. Trzeba było dokładnie (jak tylko się da) oczyścić.
Jako, że nie jest to jakiś cenny drewniana perła, tylko prosty (i jedyny u mnie w domu!) mebelek z IKEI do oczyszczania użyłam żelu do usuwania powłok wraz ze skrobakiem  i szlifierki. TU możecie obejrzeć jakich metod używamy do oczyszczania starych mebli.

Kolaże5
A następnie pomalowałam go resztkami farb, które zostały nam z remontu pracowni. Tak farbami do ścian. Miały fajne kolory i jak ekonomicznie to ekonomicznie. Jednak by nie niszczyły się pod wpływem wody, kawy i innych takich całość przy użyciu agregatu malarskiego polakierowałam lakierem jachtowym.

Na stoliku doszedł jeszcze miedziany ząbek. I w ten sposób zapadał decyzja jakie kolory będą u mnie królowały: magenta, turkus, miedź i dla rozjaśnienia szarości (zarówno bardzo jasne zbliżone do ścian balkonu i jak i trochę ciemniejsze kontrastowe).
Kolaże6
Podobnie potraktowałam stare szkolne krzesełko i skrzynię na szpargały.
Taki dobór kolorów, które podyktowało to co miałyśmy już na składzie zdecydowało: robię balkon boho, ale by nie było za dziewczęco z elementami geometrycznymi.

I pod taki plan postanowiłam przemalować podłogę. Przemalować, by było szybciej i łatwiej. Sporo słyszałam o specjalnych farbach do kafli i terakoty i uznałam, że to idealny moment by je wypróbować. Zdecydowałam się na szarość i biel i szachownice ale odwrotnym układzie niż kafle na moim balkonie.
Początkowo wydawało się, że będzie to rzeczywiście szybka zabawa: umytą, oddtłuszczoną dokładnie podłogę okleiłam taśmą malarską w kwadraty. Najpierw cała pomalowałam wałeczkiem (uwaga trzeba bardzo dokładnie farbę tak jakby wciskać wręcz w płytki) tak by wyrównać kolorystykę. Następnie na kwadratach, które miały być białe położyłam kolejne dwie warstwy farby. Bez pośpiechu, każda kolejna w odstępie 8-10 godzin.
I tu się zaczęły schody… zwykła malarska taśma okazała się za słabo chronić przed przepływem bardzo gęstej farby. Ale spoko, to że przeciekło trochę białego nie wydawało się być większym problemem. Dokupiłam lepszej specjalnej taśmy do zabezpieczania zewnętrzy i to nią okleiłam kwadraty przygotowane do malowania na szaro. I znowu trzy warstwy w odstępie co najmniej 8 godzin.
Tym razem taśma świetnie chroniła, ale.. niestety przy odrywaniu schodziła razem z farbą. Poprawki robione już cieniutkim pędzelkiem i małymi wałeczkami zajęły mi kolejny cały dzień.

Desktop93
Koniec końców wyszło chyba całkiem fajnie, a na pewno świeżo. Ale malowanie podłogi na balkonie zajęło blisko 4 dni i co więcej wciąż są na niej fragmenty, które z bliska nie zachwycają. Po miesiącu od malowania gdy ostatecznie zaczęło się ustawianie wszystkich mebli podłoga niestety w kilku miejscach zarysowała się a kolor biały jest bardzo trudny do domycia.
Wniosek: jeżeli najdzie mnie ochota na zmianę podłogi na balkonie prędzej zbiję kafle i położę drewno lub nową terakotę niż będę się bawić w malowanie.

W między czasie pomalowałam, czy raczej domalowałam też donice. Na drewnianych i ceramicznych starych doniczkach zrobiłam elementy w kolorach, które wprowadzałam na balkon. Podobnie zrobiłam z mini paletką wisząca na ścianie na konewkę, lampiony i ogrodowe narzędzia i metalową półką na donice i słoiki. Dzięki temu nie musiałam wymieniać wszystkich elementów, wystarczyło je podrasować pod nowy styl.

Pierwszy etap malowania zajął 6 dni – tylko część przypadła na długi weekend, wiec de facto malowanie było skończone pod koniec czerwca.

Koszt pierwszego etapu:
1. Dwa opakowania po 0,75 l farby do renowacji płytek podłogowych 3V3 w odcieniach biały i jasny popiel – 185 zł
2. Wałki i wałeczki malarskie – 44 zł
3. Taśmy malarskie – 25 zł
4. Specjalny żel do udrożniania rur, bo farba choć jak twierdzi producent wodnorozpuszczalna to niestety po umyciu pędzli i walków zapchała umywalkę – 19 zł
5. Folia malarska – 4 zł
6. Resztki farb z remontu – 0 zł
7. Papier ścierny, żel do usuwania powłok, lakier –  bezpośredni wydatek 0 zł bo z zapasów pracowni.

Łącznie: 277 zł

Jak widzicie plan z 300 zł w tym momencie okazał się nie realny. Bo to był przecież dopiero pierwszy element metamorfozy.
A w kolejnym odcinku pokażemy jak zrobić rozkładany leżak/łóżko z palety. 
C.D.N.

Wasze M.