Majsterkuj jak dziewczyna!

„Gdybym miał cycki to bym nie heblował” – tak kilka tygodni temu poradził nam pewien męski mężczyzna. Inny napisał nam, że tym naszym amatorskim majsterkowaniem „naplułyśmy mu w twarz”, bo gdybyśmy nie były kobietami to „nie dostałybyśmy” dotacji na pracownię, na działalność i promocji przez tajemniczych sponsorów.

Nie nie przejęłyśmy się. Zmiany społeczne zawsze wywołują opory grup, które tracą uprzywilejowaną pozycję.

Time’s up na poważnie

A z taką coraz poważniejszą zmianą mamy właśnie do czynienia, bo równouprawnienie i ruch feministyczny wchodzą na nowy szczebel. Prawa wyborcze mamy już od stu lat, równouprawnienie na rynku pracy (w sensie prawa do pracy) przyszło wraz z końcem Drugiej Wojny Światowej, walka o równe wynagrodzenia z mniejszym lub większym skutkiem trwa od lat 70. Oczywiście wciąż w tle jest też kwestia dostępu do aborcji, do antykoncepcji i opieki medycznej dla kobiet.

Ale niespodziewanie to kwestie rodem z XIX-wieku na nowo rozbudzają największe emocje. Na tapetę trafiła przemoc tak fizyczna, werbalna jak i ekonomiczna oraz to by bycie kobietą przestało być postrzegane w kategoriach jakiegoś ograniczenia, bycia gorszym czy słabszym.

Czarne marsze, #meetoo, ruch „time’s up” to wszystko efekt prostego zjawiska: połowie światowej populacji po prostu się ulało. Bo ile można znosić sytuację w której jednak wciąż wynagrodzenia kobiet i mężczyzn nie są równe? Gdy przemoc seksualna jest ścigana więcej niż nieskutecznie? Gdy „bycie babą” jest na zmianę używane jako wyznacznik czegoś gorszego, ośmieszającego tudzież jak u naszego hejtera dowód na to, że wszystko w życiu dostało się na tacy?

I nie jest tak, że to jakiś krótkotrwały trend, że pooburzamy się i wrócimy za chwilkę do codzienności. Czyli mniejszych emerytur niż mężczyźni. Walki o miejsce w przedszkolu dla dzieci by wrócić do pracy bo inaczej ta emerytura będzie jeszcze mniejsza. Pracy, w której szef może sobie pozwolić na komentarze w rodzaju „co jesteś taka zła, czyżby syndrom napięcia przedmiesiączkowego”.

78 proc. nie może się mylić

Skąd taka pewność, że mamy do czynienia z poważną zmianą? Bo zauważyły ją duże firmy, ich działy marketingowe i sprzedażowe.

Pamiętacie taką kampanię sprzed kilku lat #LikeAGirl od Always? Tą co piętnowała wyśmiewanie dziewczynek, że biegają czy robią cokolwiek innego „jak baby”.

Niedługo później Netflix zaczął reklamować swoje produkcje takie jak The Crown, Ornage is the new black, The Unbreakable Kimmy Schmidt, House of Cards hasłem „She Rules”. Czyli „Ona rządzi”. Microsoft zaczął zapewniać, że Girls do Science (czyli, że Dziewczyny do Nauk Ścisłych), a Verizon pokazał co to się dzieje, że dziewczyny z majsterkowym zacięciem jednak słyszą żeby uważały, bo się pobrudzą czy skaleczą.

A to był dopiero początek. Barbie – chyba ciężko na bardziej streotypizującą zabawkę, wtem ruszyła z taką kampanią!

Dziewczyny marzące nie o byciu księżniczkami czy modelkami tylko wykładowczynią, paleontologami, businesswoman czy lekarzem weterynarii. Jednak to spory skok od zabawki, która w połowie lat 60. pojawiła się z dołączoną książeczką „Jak schudnąć”. Książeczką, która zawierała tylko jedną radę – „Nie jedz!” i różową wagą łazienkową, która zawsze wskazywała zaledwie 50 kg do lalki.

Co więcej trzy lata temu narodził się projekt Barbido Shero, którego nazwa to połączenie żeńskiego zaimka osobowego „she” czyli „ona” i wyrazu „hero”, czyli „bohater”. Tytuł Barbie Shero otrzymują silne i niezależne kobiety, które nagradzane są lalką zaprojektowaną na ich podobieństwo”. A  Polską Barbie Shero została w tym roku uhonorowana Martyna Wojciechowska, dziennikarka, podróżniczka i himalaistka, która przemierza świat w poszukiwaniu nietuzinkowych kobiet i granic własnych możliwości.

Skąd takie nagłe zainteresowanie mocnymi kobietami i ich aspiracjami? Nie ma co się oszukiwać stoją za tym oczywiście pieniądze.

Nasze pieniądze.

Z raportu wydanego przez Ernst&Young wynika, że w 2028 roku kobiety będą kontrolowały 75 procent światowych wydatków. Procent ten przekłada się na odpowiednio duże kwoty, które mogą wpłynąć do budżetu firmy, dlatego też kobiety, jako grupa docelowa zaczęły być coraz poważniej traktowane.

Jak bardzo zmienia się postrzeganie kobiet i ich aspiracji z marketingowego punktu widzenia pokazuje kolejny krok Netfix. W tym roku z okazji Dnia Kobiet nie daje kolejnej przesłodzonej komedii romantycznej, tylko odpala światową premierę nowego sezonu Jessiki Jones. Serialu o pijącej, bijącej, walczącej z demonami (tymi z własnej przeszłości jak i tymi wokół) naprawdę twardej babki.I co więcej reklamuje go hasłem „Fight like a girl„. I nie jest to ironiczne hasło, bo kobiety muszą sobie dziś mocniejszą pozycję naprawdę wywalczać.
W pierwszym odcinku tego serialu jest taka scena: Jess próbuje śledzić podejrzanego typa ale schody tarasuje lodówka nowych sąsiadów, którzy właśnie wprowadzają się do budynku. Przystojniak, który ją postawił najpierw próbuje sam ją przestawić, potem wola kumpla który udaje, że nie słyszy. Wreszcie Jessica przewraca oczami, wzdycha i sama przestawia lodówkę.
W angielskim nie funkcjonuje ten znany u nas i jakże błyskotliwy bon mot o feminizmie, który kończy się gdy trzeba wnieść lodówkę na drugie piętro. Ale coś czujemy, że chyba twórcy tego serialu musieli o nim usłyszeć. 

DIY jak chcesz 


No dobra ale gdzie w tym wszystkim jest majsterkowanie?
Tak naprawdę w samym środku całej zmiany. Jej ogromną częścią jest nie tylko walczenie ze stereotypami  ale także samouświadamianie sobie, że możemy, potrafimy i jak tylko zechcemy to wszystko same zrobimy.

A na tym przecież polega cała idea ruchu makersów, bez względu na to czy uczestniczą w niej mężczyźni czy kobiety. W przypadku tych drugich, których zresztą już jak pisałyśmy jest z roku na rok coraz więcej dochodzi jeszcze konieczność przełamania swoich własnych uprzedzeń i obaw.

Szczególnie tych przed facetami, którzy uwielbiają dordzać i oceniać w klimacie „gdybym miał cycki to bym nie heblował”.

Tak więc walcząc o prawa kobiet walczmy też o prawo do tego by móc grać w piłkę jak baba, walczyć jak baba i majsterkować jak baba. Przecież jesteśmy babami więc ciężko byśmy robiły to, podobnie jak całą resztę rzeczy, które codziennie ogarniamy jak faceci.
A cycki w tym ani nie przeszkadzają ani nie pomagają.

Wasze M.

 

Zdjęcie tytułowe pochodzi z demonstracji w Nowym Jorku w obronie praw kobiet do różnej pracy z mężczyznami. Zrobiono je w 1971 roku 

 

 

0 Udostępnij