Dzień Matki, czyli macierzyństwo bez ściemy

Leon puszcza oczko

Ten rok jest wyjątkowy, pierwszy raz oprócz życzeń dla swojej mamy sama będę obchodziła Dzień Matki :-) Ba, teraz rozumiem jego znaczenie, bo wiem ile przeszłam przez te kilkanaście dni, którymi niepodzielnie rządzi Leon.

Jeszcze przed narodzinami jedna ze znajomych powiedziała mi, żebym dokładnie zapamiętywała pierwszy tydzień razem, bo drugi taki się nie zdarzy. I rzeczywiście ten tydzień był wyjątkowy…  Zaskoczył nas nie jeden raz. Przed Wami mój subiektywny słownik młodej (sic!) mamy:

Szpital – ze szpitalami nie miałam osobiście zbyt dużo do czynienia, dlatego szczerze powiedziawszy zależało mi na tym, żeby oprócz wysokich standardów usług szpital też w miarę nieźle wyglądał. Skoro mam rodzić pierworodnego to niech to będą przyzwoite warunki ;-) Oba kryteria spełniał Szpital Św. Zofii w Warszawie. I tak mogę powiedzieć, że  położną miałam genialną, ale sam pobyt w szpitalu wspominam średnio…  Jest to tak popularne miejsce, że ma się wrażenie że jest to trochę linia produkcyjna. Wypisano mnie po 2 dobach (po pierwszej wiadomo było ze jestem do wypisu więc juz średnio się mną interesowano). Nie dostaliśmy wszystkich niezbędnych papierów, w tym też tego z informacją gdzie i kiedy się zgłosić żeby zarejestrować Leona. Młodemu nie został odcięty klips od pępowiny, i tylko dzięki opiece w POZ uniknęliśmy zakażenia. Oddzielnym wątkiem są odwiedziny w szpitalu. Ja rozumiem, że każdy chce zobaczyć tą małą drobną istotkę, która właśnie przyszła na świat, ale… wierzcie mi to nie jest komfortowe dla matek i ich wspólokatorek jak odwiedzają nas tabuny ludzi, którzy przesiadują godzinami.

jedzenie

Nawet w osławionym szpitalu jedzenie bylo do bani. Tu ryż z mielonką zaserwowany na kolację.

Położna – dobra położna to skarb, ja nie zawierałam kontraktu z żadną z położnych. Miałam na prawdę dużo szczęścia, że trafiłam na świetnego specjalistę ot tak z marszu. I szczerze powiedziawszy w tej materii nie przydały mi się żadne wskazówki ze szkoły rodzenia, tu po prostu ona dyrygowała i uczyła mnie całego alfabetu od nowa. Dzięki temu moje dochodzenie do formy trwa znacznie krócej. Poza tym jest jeszcze położna z POZ, czyli wysłannik państwa, który ma sprawdzić czy nie jesteśmy patologiczni ;-)

Laktacja – w pierwszych kilku dniach zdecydowanie najtrudniejszy element macierzyństwa. Albo masz za mało pokarmu, albo za dużo, albo nie umiesz przystawić do piersi albo malec nie umie ssać… Generalnie w pierwszym tygodniu przechodziłam gehennę. Jak było za mało pokarmu to siedziałam przykuta do łóżka przez 6h bo Mały cały czas chciał jeść. Jak doświadczyłam nawału to miałam wrażenie że noszę przed sobą piłki lekarskie, które są tak twarde, że Mały nie daje rady ich złapać. W tym okresie na zmianę najprzydatniejsze 2 rzeczy to: Femaltiker na pobudzenie laktacji i kapusta na złagodzenie bólu i zapobieganie zapaleniom w trakcie nawału pokarmu.

Syn też czasem się wkurza ;-)

Syn też czasem się wkurza ;-)

Papierkologia – tak nie myślałam, że z posiadaniem dziecka wiąże się tyle papierów. Przy WYPISIE dostajesz listę spraw, które już natychmiast trzeba załatwić.

Urząd – podstawowym papierem o który trzeba się postarać to rejestracja nowego obywatela i nadanie mu numeru PESEL. Bez PESEL’u nic nie załatwisz, obywatela nie ma. Tu ważna informacja dla przyszłych mam żyjących w związkach nieformalnych! Jeśli nie chcecie usłyszeć krępującego pytania „A uznanie będzie?„… zadbajcie o odpowiednie papiery jeszcze w czasie ciąży. Wystarczy, że we dwójkę pojawicie się w odpowiednim urzędzie jeszcze przed rozwiązaniem. Odpowiednim, czyli należącym do dzielnicy w której znajduje się szpital w którym rodzimy, albo zamierzamy rodzić.

Prezent od Pani Prezydent Warszawy dla nowego obywatela

Prezent od Pani Prezydent Warszawy dla nowego obywatela

POZ – tajemniczy skrót, który do tej pory był nam obcy: Podstawowa Opieka Zdrowotna, czyli rejonowa poradnia pediatryczna. Podobno rejonizacja nie obowiązuje, ale jak się przekonaliśmy po kilku wizytach w pobliskich przychodniach jedyną, która rzeczywiście starała się nam pomóc była właśnie ta „rejonowa”. W pozostałych słyszeliśmy, że owszem możemy się zapisać, ale: nie będziemy mieć możliwości skorzystania z wizyt domowych lekarza czy położnej, pierwszeństwo zapisu będą miały dzieci z rejonu… etc.

Katar – tak, tak, już w pierwszym tygodniu przytrafił się nam pioruński katar. I jak tu wytłumaczyć Maleństwu że teraz ma oddychać ustami i że musimy wykonywać te wszystkie „medyczne” procedury, żeby zadbać o jego dobrostan? Nieodzownym pomocnikiem okazał się katarek. Szczerze powiedziawszy bałam się tego pioruńsko, bo w końcu podłączasz to do odkurzacza i później taki maleńki noseczek… ech.. ale okazało się to zbawieniem dla nas i dla naszego Syna.

Kolka – wykrakałam sobie… strasznie się bałam tego zjawiska i niestety nas dotknęło. Wibracje i poziom decybeli w mieszkaniu dochodzi czasem do wartości krytycznych, ale tu z pomocą na razie przychodzi mi babciny sposób czyli herbatka z kopru włoskiego. Serwowana i mamie i synkowi.

Ubezpieczenie – chodzi mi o dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne jakie mamy zapewnione przez naszych pracodawców… Do tej pory byłam z niego zadowolona, do czasu posiadania dziecka i pierwszego kataru. Okazało się, że u mnie nie przyjmą dziecka bo: nie ma numeru PESEL, procedura zrobienia nowej karty trwa tydzień, a oni nie mogą ot tak przyjąć pacjenta bo się numery kart zdublują… U mojego nie-męża procedura trwa miesiąc… Wrrrrr!… więc radź sobie babo sama albo znajdź rejonowy POZ.

Zakupy – w trakcie ciąży jakoś ostrożnie podchodziłam do zakupów wszelakich. W końcu mieszkamy w kawalerce i każda zbędna rzecz później zawadza i zagraca przestrzeń, więc odsuwaliśmy konieczność zakupu tego i oweg do ostatniej chwili. Jak się okazało aż za długo, bo Leon zdążył się urodzić, a my byliśmy w lesie… O tym jak wreszcie udało nam się skompletować wyprawkę i moja subiektywna ocena co się przydało a co nie już w kolejnym poście.

Z pierwszą wizytą u dziadków.

Z pierwszą wizytą u dziadków.

Czas– dopiero teraz doświadczam tego, że doba ma rzeczywiście 24h…mogę obserwować wschody słońca… na obserwacje zachodów juz z reguł nie starcza sił… Posiadanie dziecka to też dowód na to jak ten czas zagospodarować, nigdy dotąd dodatkowa godzina nie była aż tak cenna ;-)

 

Tymczasem ślę słoneczne pozdrowienia

Alicja

 

 

 

 

 

    • Kochana dzięki Ci serdeczne! :-) I muszę powiedzieć, że oprócz nieprzespanych nocy i dietetycznego żarcia cieszę się tym moim małym skarbem z każdym dniem bardziej! :-)