Blogerki czy makerki? Kilka refleksji po Pimp It i BabaFest

Coraz częściej zastanawiamy się nad tym, czy jesteśmy bardziej blogerkami czy makerkami? Co dla nas ważniejsze  – pisać, robić foty, dzielić się własnymi doświadczeniami z pasji, czy jednak tworzyć, przerabiać, poprawiać, prowadzić warsztaty?
Niby jedno związane z drugim, ale jednak różnice znaczne.
Musimy się przyznać, że choć bloga prowadzimy ponad dwa lata, to wciąż z tym całym blogowaniem mamy problemy. Nie z pisaniem – w końcu w składzie Majsterek są dwie dziennikarki. Nie z systematycznością – Alicja już nas przypilnować potrafi, by było na czas. Raczej z formułą #jestęblogerę. Dziennikarz jest schowany za tekstem, to materiał i jego bohaterowie są najważniejsi. A tu nagle to „JA” wychodzi na plan pierwszy.

Stąd też mamy problem z tymi wszystkimi blogerskimi zlotami. Nie zrozumcie nas źle: na pewno fajni ludzie tam wpadają, nawet bardzo fajni, ale jakoś nie do końca odnajdujemy się w sytuacjach polegających na przybijaniu sobie piąteczki, grzaniu się w sławie tych z większym fejmem i pozowaniu do selfiaków (choć tu robimy postępy). ;-)

I już wydawało nam się, że my to jakieś takie dzikie jesteśmy, nie potrafiące się zsocjalizować, aż przyszedł ostatni weekend i dwa wydarzenia.

Na pierwsze wpadłyśmy jako goście, klientki, tak w biegu trochę. W biegu na to drugie wydarznie (ale o tym za chwilę). Wpaść musiałyśmy, bo działo się na naszej „dzielni”, pod nosem, wręcz pod naszą pracownią, czyli w wielkiej wystawowej hali na Mińskiej 65.
A działo się Przerób-My vol.3, czyli trochę targi, trochę festiwal zprganizowany przez Pimp It. Festiwal, bo obok sprzedawców przeróżnej maści rękodzieła od czapek z włóczki, przez ręcznie robioną biżuterię, zawsze piękne, drewniane gadżety była też naprawdę godna reprezentacja znanych nam już i nowo poznanych wariatów naszego pokroju, czyli makersów.
Ludzi, którzy często zupełnym przypadkiem zajęli się tworzeniem naprawdę ciekawych produktów i którzy przekonują do tego, że warto by każdy spróbował swoich sił.

Z Wrocławia przyjechały Kombinerki, a więc babski zespół dosyć podobny do nas, bo także fanki ratowania starych mebli.

Z Głogowa pojawili się fenomenali Yan Cieśla i Rob in Wood. Ale oni jednak potrafią cuda w drewnie ogarniać! Zachwycałyśmy się też zawartością stoiska Black Wood.

robin-wood

Warszawę dumnie reprezentowała Maja z Domu Palet. Maja zresztą rozwija jeszcze jedną ciekawą markę – Corky. Jeśli szukacie oryginalnej i do tego pięknie wykonanej biżuterii, to koniecznie zobaczcie jej projekty.

maja-baum-palety
Był także nasz sąsiad czyli gwiazda HGTV Jimi Ogden. Ale Jimi to nie żaden gwiazdor, tylko mega ciepły koleś, ale także taki fachura w temacie stolarstwa i upcyclingu, że czapki z głów!

Jimi-Ogden

Wreszcie pojawili się w prawie całym skłądzie (trójka dzieciaków jednak została w domu) fascynaci drewna, którzy kilka lat temu pod Warszawą założyli skład drewna By Forest. Mówimy Wam, ile oni dobra przywieźli! Musimy się do nich przejechać wreszcie na jakieś większe zakupy!
by-Forest

Zakochałyśmy się tez w torbach i fartuchach robionych przez Trykot. Nie tylko świetnei uszyte (przez mamę właścicielki marki), ale przedewszystkim bardzo eko, bo z powojskowych materiałów.

I nagle okazało się, że nie mamy problemu z fociami, z gadaniem, tymi nieszczęsnym przybijaniem piątek. Bo i było o czym gadać: o robieniu, o projektach, pracowaniach, pomysłach na kolejne warsztaty czy sposobach na renowacje.
Mówimy Wam, ależ to jest świetne towarzystwo i trzymamy kciuki by organizatorom zechciało się kolejną edycję zrobić. Na niej na pewno też byśmy się pojawiły i to już nie tylko jako goście.

Tym razem nie dałyśmy rady wystawić się z warsztatami, bo jak pisałyśmy byłyśmy w niezłym w biegu na specjlany wyjazd. Jak to u nas trochę na gorąco, trochę bez głębszego przemyslenia zgodziłyśmy się pojechać na nieszczególnie nam znane wydarznie: BabaFest do Olsztyna.
Nam nie znany, a lokalnie –  jak się okazało – bardzo ważny. Festiwal organizowany, jest jak nazwa mówi w babskim klimacie i do tego w charytatywnym celu bo na realizację marzeń podopiecznych olsztyńskiego oddziału Fundacji Mam Marzenie. Najpierw plan na naszą obecność był prosty: poprowadzimy warsztaty. Jednak okazało się, że spotkania będą odbywały się na uczelni w salach wykładowych, a to nieszczególnie dobre przestrzenie do majsterkowania. Wtedy padł inny zupełnie pomys: wykład o zakładaniu pracowni.

Majsterki na Baba Fest

Majsterki na Baba Fest

Im bliżej było tego wykładu, tym bardziej jednak byłyśmy niepewne czy takie spotkanie w ogóle ma sens. Czy ludzie będą chcieli wpaść i słuchać nas? Czy kogokolwiek taki pomysł z własną pracownią zainteresuje, nie mówiąc o zainspirowaniu? Czy ludzie nam nie wyjdą w trakcie spotkania?

I wiecie co? Przyszło sporo babek! Słuchały, pytały i chyba nawet udało nam się w kilku z nich obudzić taki pierwszy, wewnętrzny zryw by się odważyć. By tę ochotę do majsterkowania, do przerabiania, do robienia, przekuć we własne miejsce. By poszukać wśród znajomych kogoś o podobnej potrzebie i działać… A już najbardziej inspirująco podziałało pokazanie przez nas mapy Polski coraz bardziej zapełnianej przez kolejne makerspeacy z białą plamą województwa warmińsko-mazurskiego.

Czyli liczymy, że za rok pojedziemy tam poprowadzić warsztaty do jakiegoś fajnego, najlepiej także prowadzonego przez babki miejsca.

Dla nas to spotkanie było chyba bardziej nawet inspirujące niż dla samych uczestniczek, bo znowu nam pokazło, że więcej jest ludzi podobnych do nas. Ludzi, którzy czasem potrzebują kogoś z boku, kto ich pchnie do działania. I pewnie, że blogi czytają, oglądają, inspirują się nimi. Ale jednak chcą namacalnego dowodu, że to coś więcej niż tylko jak to powiedziała jedna z ucestniczek „PR własnej osoby”.

No cóż stanowczo nam z takim podejściem bardziej po drodze. Nie bloga oczywiście nie rzucimy, gdzie byśmy te wszystkie zdjęcia z dziubkami wrzucały… ;-)
Ale za to czas na to, by jakoś mocniej zadziałać w świecie polskich makersów. Rozruszać to świetne towarzystwo i pokazać je  światu!

Wasze M.