Balkon w stylu etno. Szybka metamorfoza

Balkon to moje ulubione ale zarazem najbardziej znienawidzone miejsce w całym mieszkaniu. Ulubione, bo całkiem spory i w dodatku zadaszony balkon, taka niemal loggia z wejściem do pokoju i oknem z kuchni, to fajna sprawa. Latem robi się z niego idealny substytut mini-pokoju. Na śniadanie w słońcu, wieczorne leżenie z książką, weekendowe posiadówki ze znajomymi przy winie.

Ale i  znienawidzone, bo to on mnie przekonał do zakupu tego konkretnego mieszkania i władowanie się w kredyt we frankach na niemal 40 lat. Tak, dla tych niecałych 4 metrów kwadratowych dałam się uwiązać bankowi aż do emerytury. Nawet nie chce mi się dziś z perspektywy ponad 10 lat od zakupu tego komentować.

Swój balkon tak bardzo uwielbiam i nienawidzę, że co sezon poddaję go eksperymentom i zmieniam go mniej lub bardziej drastycznie.

Do tej pory był już takim sobie kiczowatym zakątkiem w czerwieniach i zalewie kwiatów.

Kwiatki, donice, kawka - raj nie balkon

Przez jeden rok był też składowiskiem wszelkich majsterkowych dóbr. Tak pod sama kokardkę czy raczej sufit. Do tego stopnia, że zaczął przyciągać gołębie a mnie skłonił do poważnych nacisków byśmy sobie wreszcie jakieś porządne miejsce na pracownię znalazły. Gdy ta już się pojawiła mogłam ze spokojnym sercem wrócić do ponownego urządzania balkonu.

Tym razem z rozmachem. Od malowania podłogi, poprzez przeróbki i przemalowywanie starych mebli, zrobienie łóżka z palety po wreszcie genialny, po prostu genialny pomysł z zawieszeniem karnisza i zasłonek.

Tak powstał balkon będący połączeniem geometri, mocnych kolorów i elementów boho. Nieźle, nie? Na tyle nieźle, że przetrwało aż dwa lata. Choć już rok temu wiedziałam, że to już właściwie nie to i czas na zmiany!

Parapet w Byzantine

Po kilkunastu latach balkonowy parapet stanowczo stracił świeżość. Mimo kilku prób domycia go do białości nie poddał się. Ale zamiast się z nim poddawać i zastawić go donicami postanowiłam go po prostu przemalować. Wystarczyła farba kredowa – mój ukochany kolor tego sezonu czyli Byzantine od Autentico. Dwie warstwy farby, lakier jako zabezpieczenie i trzyma się świetnie! Od razu też całe okno nabrało charakteru.

Lampiony z Hoian


Kiedy podczas urlopu w Wietnamie trafiłam do uroczego miasteczka Hoian całego zawieszonego lampionami wiedziałam już co zabieram na pamiątkę i gdzie te lampiony zawisną.

Kolorowe, przypominające podróż, z miejsca nadajace całemu pomieszczeniu letniego charakteru. Kiedyś też ogarnę plan, jak w nich zainstalować żarówki, by dodatkowo oświetlały mój balkon.

Mniej kwiatów

W modzie wciąż jest miejska dżungla. Ale co ma począć dziewczyna, gdy się stanowczo nie ma ręki do kwiatów i wszystko ciągle jej albo usycha lub, wrecz przeciwnie, gnije? Trzeba po prostu spojrzeć prawdzie w oczy i ograniczyć kwiaty do kaktusów, ziół (bo zanim uschną zdąży się je zjeść) i jednego drzewka cytrynowego, które przyleciało do nas w prezencie. Ale ma to i swoje plusy.


Na balkonie zrobiło się więcej miejsca. Można więc sprosić więcej osób i zasiąść na poduchach.

Eleganckie dodatki

Wesołe, w ostrych kolorach przeźroczyste załonki zastąpiłam ciemniejszymi – ponownie w moim najukochańszym odcieniu ciemniej zieleni złamanej granatem – dłuższymi i trochę bardziej kryjącymi zasłonami. Zostawiłam do nich tylko jedną starą turkusową zasłonkę. Łącznie tworzą dalikatną zielonkawą poświatę na całym balkonie.

Na ścianach zawisły dwa kupione podczas targów Przerób-my niemal stuletnie okładki magazynu Bluszcz w delikatnych czarnych ramach. A zmaltretoway wielokrotnym przemalowywaniem okrągły stolik zastąpił nasz projekt z miedzianych rurek i kawałka drewianej tarcicy.

By wzmocnić pokojowy charakter balkonu wystarczyło kilka drobnych elementów: nowe także utrzymane w granatach poszewki na poduchę i siedzisko na leżaku z palety, sznur żarówek, pękaty granatowy wazon i świece.

Wyraziste wzory etno

 

Nowa kolorystyka balkonu i kilka egzotycznych bajerów oczywiście sporo zmieniło. Ale to było za mało by całość pomieszczenia faktycznie nabrała nowego charakteru. Skoro mam zabudowany balkon to od dawna marzyło mi się by był bardziej przytulny. Czyli taki z dywanem, poduchami, przytulnym kocem.

Idealnie do tego nadał się okragły, tkany dywan RANDAN w stylu Wabi – Sabi. Idealnie bo Wabi-Sabi to japońską filozofia (czyli znowu mamy nawiązanie do orientu), która podkreśla, że doskonałość tkwi w niedoskonałości. A pięno tkwi w wadach rzeczy niedoskonałych. I taki właśnie jest ten dywanik.

Co więcej wykorzysutuje on jakże miłą naszym sercom ideę recyclingu, bo powstał z resztek tkanin, które zostały z produkcji innych dywanów. Dywanik ten jest z najnowszej oferty firmy Komfort, która zapewnia, że barwniki, które do jego wykonania użyto też są naturalne, a zatem nieszkodliwe dla zdrowia i natury.

Dołożyłam jeszcze kilka poduch m.in urocze Aztec Red Blue i i przytulny pled Sunset Orange – wszystkie w trzech głównych kolorach całego pomieszczenia: granatach, ciemnej czerwieni i złamanych bielach. Wszystkie także z najnowszej kolekcji firmy KOMFORT, które ewidentnie tak jak my czuje się tego lata bardzo etno.

 

Styl etno nie ma jakiś twardych, utartych zasad. To tak naprawdę mieszanka wzorów i inspiracji o etnicznych korzeniach z całego świata. Może bazować na wzornictwie z Maroko, z niezwykle dziś popularną koniczyną. Może czerpać z tradycji Azteków, czy stylistyki afrykańskiej. 

Ale może mieć także korzenie azjatyckie. Tyle, że potraktowane niekoniecznie jak czyste cytaty z japońskich, chińskich czy wietnamskich stylów. A raczej jako luźną nimi inspirację.

Stąd owszem lampiony są oryginalnie z Wietnamu ale jeden z nich ma jak najbardziej europejski kwiatowy wzór. Dywanik realizuje japońską ideę Wabi-Sabi ale jednak nie ma na nim wzorów kwiatów wiśni. Peonie w wazonie nawiązują do Chin, ale jednak są żywe a nie malowane.


Dodatkowo wnętrze ożywiają i przełamują poduchy z elementem makramowym i wspomnianym azteckim wzorem. Dzięki temu mamy nie nachalny, nie kiczowaty ale jednak wyrazisty efekt etno.

Takiego nowoczesnego, miejskiego etno. W tym wykonaniu balkon może nie wygląda jak przeniesiony żywcem z jakiejś egzotycznej wioski ale stał się miejscem, które aż się prosi by ściagnąc buty, położyć się na miękkich poduchach pod lampionami i zupełnie zapomnieć, że kilka metrów dalej jest pulsuje wielkie miasto.


Wcinać truskawki, przegryzać mango, patrzeć na kaktusy i zupełnie zapomnieć w jakiej strefie czasowej właśnie się znajdujemy.

Wasze M.

0 Udostępnij